Znany ksiądz z internetu ukarany przez kurię. Kobieta mówi o poważnych nadużyciach
Sprawa była przedmiotem postępowania wewnątrzkościelnego w archidiecezji wrocławskiej. Kuria uznała część zarzutów za zasadne i nałożyła na duchownego sankcje dyscyplinarne, jednak – zdaniem pokrzywdzonej – reakcja Kościoła była niewystarczająca i bagatelizująca skalę krzywdy.
Intymne pytania i przekraczanie granic?
Anna poznała ks. Sawielewicza, gdy był młodym wikarym. Kontakt utrzymywali głównie przez internet. Kobieta przechodziła wówczas trudny okres w życiu i – jak relacjonuje – zaufała księdzu jako osobie, która miała pomóc jej duchowo.
Z czasem rozmowy miały przybierać coraz bardziej intymny charakter. Duchowny zadawał szczegółowe pytania dotyczące seksualności, grzechów przeciwko VI przykazaniu, a także relacji partnerskich. Kobieta twierdzi, że czuła się zobowiązana do szczerości, ponieważ rozmowy odbywały się w kontekście pomocy duchowej i religijnego autorytetu. Według jej relacji ksiądz zaczął interpretować jej problemy jako efekt działania „złego ducha” i zaproponował modlitwy o uwolnienie. Jedna z nich – przeprowadzona na odległość – miała polegać na przyłożeniu krzyża do miejsc intymnych, mimo wyraźnych wątpliwości i sprzeciwu kobiety.
„Czułam się upokorzona i wykorzystana”
Po modlitwie ks. Sawielewicz miał dopytywać Annę o jej reakcje fizyczne i psychiczne, używając sformułowań, które – jak twierdzi – były dla niej szokujące i naruszające jej godność. Z jej relacji wynika również, że duchowny oczekiwał stałego kontaktu, reagował nerwowo na brak odpowiedzi i próbował kontrolować jej zachowanie, także w sferze intymnej. Anna przyznaje, że była od niego emocjonalnie zależna.
Dziś leczy się psychiatrycznie i korzysta z terapii. Uważa, że została wykorzystana przez osobę, która miała pełnić rolę duchowego przewodnika.
Reakcja kurii: sankcje, ale bez publicznych konsekwencji
Po złożeniu skargi do kurii wrocławskiej Anna otrzymała odpowiedź, z której wynika, że ks. Sawielewicz został ukarany m.in. pisemnym upomnieniem, zakazem kontaktu z pokrzywdzoną oraz zakazem prowadzenia kierownictwa duchowego w internecie. Zobowiązano go również do wpłaty 10 tys. zł na cele charytatywne. W piśmie kurii nie pozostawiono wątpliwości, że doszło do zachowań nieakceptowalnych. Jednocześnie archidiecezja nie zdecydowała się na szersze, publiczne poinformowanie o charakterze zarzutów.
Dopiero po kilku miesiącach powołano komisję badającą działalność fundacji Teobańkologia. W wydanym komunikacie nie odniesiono się jednak wprost do zarzutów dotyczących krzywdzenia kobiet, co – zdaniem Anny – było kolejnym aktem marginalizowania ofiar. – To było jak naplucie w twarz wszystkim pokrzywdzonym – mówi Anna w rozmowie z „Wyborczą“””.
Brak odpowiedzi
„Wyborcza“ informuje w swoim dzisiejszym tekście, że próbowała uzyskać komentarz zarówno od archidiecezji wrocławskiej, jak i przedstawicieli fundacji Teobańkologia. Do momentu publikacji nie udzielono odpowiedzi.
źródło: Gazeta Wyborcza