Zielony azyl w granicach miasta. W Oleśnicy wyrosło Ranczo Verde
Zapach świeżego siana, ciche parskanie i przestrzeń, która natychmiast narzuca wolniejszy rytm. Kiedy skręca się w głąb ulicy Kosynierów, trudno uwierzyć, że wciąż jesteśmy w granicach Oleśnicy.
– To Sonata. Jest ze mną od wielu lat, dostałam ją tuż przed osiemnastymi urodzinami – tak swoją opowieść rozpoczyna Katarzyna Leszczyszyn, właścicielka terenu, gładząc grzbiet dostojnej klaczy.

To właśnie od Sonaty wszystko się zaczęło. Pani Katarzyna jeździć konno uczyła się jeszcze w liceum. Początkowo klacz trafiła do pensjonatu, później została przeniesiona do stajni na Kosynierów. Przez lata działka funkcjonowała jako prywatna oaza.
Pani Katarzyna – z wykształcenia zootechnik, stajnię odwiedzała po godzinach. Czasem na kucyku siadały dzieci znajomych. W głowie kiełkował jednak plan, by stworzyć coś znacznie większego. Dziś projekt realizuje wspólnie z partnerem, przy ogromnym zaangażowaniu rodziców oraz współpracowniczki Matyldy Szelerskiej.
– Największa zaleta tego miejsca? Przede wszystkim kierujemy się dobrem mieszkających u nas zwierząt, jak i indywidualnym podejściem do osób odwiedzających ranczo. Dużym plusem jest również lokalizacja naszej stajni – kila minut od centrum miasta – podkreśla Katarzyna Leszczyszyn.
Bratnie dusze i konie na pierwszym miejscu
Siłą tego miejsca jest niezwykła więź gospodyń. Obie panie łączy bezgraniczna miłość do zwierząt – w tej kwestii od razu odnalazły się jako prawdziwe bratnie dusze, dla których dobro czworonogów jest bezwzględnym priorytetem.
Ta wspólna filozofia idealnie przekłada się na codzienne życie rancza. Za naukę jazdy konnej odpowiada Matylda Szelerska, która ukończyła technikum hodowców koni i jest instruktorem jazdy konnej.
– Uczę jazdy konnej głównie najmłodszych, ale trafiają do nas ludzie w różnym wieku i o różnym poziomie zaawansowania. Dla dzieci to świetna odskocznia. Jedne chcą trenować regularnie i wiązać z tym przyszłość, inne przychodzą po prostu się zrelaksować i dobrze bawić – tłumaczy instruktorka. – Spełniam tu swoje marzenie. Zawsze chciałam pracować w stajni, gdzie dobro koni stoi na pierwszym miejscu. Verde w stu procentach spełnia te wymagania – dodaje.
Obecnie na ranczu stacjonuje sześć koni – trzy należą do gospodyń, a kolejne trzy to pensjonariusze. Dwa wolne boksy wciąż czekają na lokatorów.
Kozy, króliki i „psy w końskiej skórze”

Oferta Rancza Verde wykracza jednak daleko poza klasyczne lekcje w siodle. To także organizacja warsztatów edukacyjnych, imprez plenerowych czy urodzin – zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Najmłodsi goście odwiedzają wybiegi królików i kózek, ucząc się karmienia, pielęgnacji i szacunku do zwierząt.
Prawdziwą furorę robią jednak najnowsze mieszkanki Kosynierów – osiołki Zosia i Malinka.
– Zawsze o nich marzyłam. Osiołki są niezwykle inteligentne i znacznie mniej płochliwe od koni. To właściwie taki „pies w końskiej skórze” – śmieje się Katarzyna Leszczyszyn. – Przyjechały niedawno, więc musimy z nimi jeszcze trochę popracować i poczekać, aż podrosną. Dopiero wtedy dziewczyny ruszą do pracy przy oprowadzankach z dziećmi.

Plany na przyszłość? Gospodarze nie zamierzają zwalniać tempa. Kolejną dużą inwestycją ma być zadaszona hala jeździecka. Dzięki niej treningi, animacje z kucykami oraz imprezy okolicznościowe będą mogły odbywać się przez cały rok – bez względu na deszcz czy mróz.
Ranczo Verde pokazuje, że bliskość natury nie musi wymagać dalekich wypraw za miasto. Czasem wystarczy krótki spacer na obrzeża własnego osiedla, by trafić do miejsca tworzonego przez ludzi z prawdziwym powołaniem.
