Tragiczna historia 40-letniej oleśniczanki. Rodzina przez ponad dwa tygodnie nie wiedziała o jej śmierci
Policja w Oleśnicy opublikowała komunikat o zaginięciu kobiety 10 marca. Informowano w nim, że od 23 lutego nie kontaktowała się z rodziną ani znajomymi, a ostatnio przebywała na terenie Wrocławia. Wcześniej przez lata mieszkała w Oleśnicy. Jak się jednak okazuje, dramat rozegrał się znacznie wcześniej.
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że już 24 lutego kobieta została przewieziona przez policję do szpitala we Wrocławiu po tym, jak znaleziono ją nieprzytomną na chodniku. Pomimo podjętej reanimacji zmarła.
Śledztwo w sprawie jej śmierci wszczęła prokuratura – to standardowa procedura w przypadku zgonów w niejasnych okolicznościach.
Rodzina zgłasza zaginięcie, nie wiedząc o śmierci
Tymczasem 2 marca, nie mając żadnych informacji o losie kobiety, jej siostrzenica zgłosiła zaginięcie na policji w Oleśnicy. Co szokujące, przez kolejne dni nikt nie powiązał tej sprawy ze śmiercią 40-latki w jednym z wrocławskich szpitali.
Dopiero po publikacji komunikatu o zaginięciu, pracownik szpitala skojarzył fakty. Informacja trafiła do policji 11 marca, a dzień później poszukiwania oficjalnie zakończono.
System zawiódł?
Sprawa rodzi wiele pytań. Dlaczego rodzina przez ponad dwa tygodnie nie została poinformowana o śmierci bliskiej osoby? I dlaczego policja przyjęła zgłoszenie zaginięcia, choć – jak się wydaje – powinna mieć dostęp do informacji o zgonie?
Funkcjonariusze tłumaczą, że dane o śmierci nie zawsze od razu trafiają do systemów, takich jak baza PESEL, ponieważ ich aktualizacja zależy od procedur administracyjnych i może trwać nawet kilka tygodni.
Pojawiają się też wątpliwości dotyczące policyjnych systemów informacyjnych i przepływu danych między służbami.
Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Wrocław Krzyki Zachód, która bada okoliczności śmierci kobiety pod kątem nieumyślnego spowodowania zgonu.