Sędzia z Oleśnicy pozostaje na stanowisku. Kolegium nie zgodziło się z ministrem Żurkiem

Red | Red
Sędzia z Oleśnicy pozostaje na stanowisku. Kolegium nie zgodziło się z ministrem Żurkiem
Sędzia Andrzej Lewandowski rzez lata był związany z oleśnickim wymiarem sprawiedliwości. FOT. GRZEGORZ KIJAKOWSKI
Sędzia Andrzej Lewandowski, przez wiele lat związany z Sądem Rejonowym w Oleśnicy, nie zostanie odwołany z funkcji wiceprezesa sądu okręgowego – taką decyzję podjęło kolegium sądu we Wrocławiu, które odrzuciło wniosek ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.

Lewandowski, pełniący obecnie funkcję wiceprezesa Sądu Okręgowego we Wrocławiu, rozpoczynał swoją karierę sędziowską właśnie w Oleśnicy. Wniosek o jego odwołanie z funkcji kierowniczej złożył minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który po objęciu urzędu ogłosił, że zamierza dokonać dymisji wszystkich tzw. „neosędziów” z funkcji kierowniczych – czyli tych, którzy zostali powołani na stanowiska przez Krajową Radę Sądownictwa w okresie reform prowadzonych przez Zbigniewa Ziobrę. Sam Lewandowski został nominowany na wiceprezesa właśnie za rządów poprzedniego ministra sprawiedliwości.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, odwołanie wiceprezesa wymaga jednak opinii Kolegium Sądu Okręgowego, w skład którego wchodzą prezesi sądów rejonowych oraz prezes sądu okręgowego. W przypadku Wrocławia to łącznie 11 osób. Podczas głosowania, które – jak nieoficjalnie ustaliła „Gazeta Wyborcza” – odbyło się we wtorek, pięciu członków kolegium opowiedziało się przeciwko odwołaniu Lewandowskiego, czterech było za, a dwóch wstrzymało się od głosu.

Tym samym wniosek ministra został formalnie odrzucony.

Czy wynik głosowania to efekt przewagi tzw. „ziobrystów” w kolegium? Według rozmówców „GW” – nie. Większość obecnych członków kolegium została już powołana przez nowe kierownictwo resortu sprawiedliwości. Jeden z sędziów, komentując sprawę anonimowo, powiedział: „Bo chociaż neosędzia, to uczciwy”. Inni podkreślają, że treść wniosku ministra była krzywdząca dla sędziego Lewandowskiego, sugerując, że jego awans był efektem politycznych sympatii, a nie kompetencji.

Udostępnij:
REKLAMA