Odeszła Paulina Bryk. Zdążyła opowiedzieć nam o piekle Kresów i nowym życiu w Oleśnicy
Gdy zadzwonił telefon, za dwa dni miałam wyjeżdżać na urlop. Zaproponowałam córce pani Pauliny, że porozmawiamy zaraz po moim powrocie. Seniorka i jej córka były jednak nieugięte. Czuły, że czas ucieka nieubłaganie. Dzień później siedziałam już w pokoju 97-letniej Podolanki, słuchając świadectwa, które ściskało za gardło.
Jej opowieść – pełna bolesnych wspomnień o rzezi na Kresach, ale też o nadziei i powojennym odrodzeniu w zrujnowanej Oleśnicy – poruszyła serca tysięcy naszych Czytelników.
Dziś ze smutkiem żegnamy tę niezwykłą, niezłomną kobietę. Ostatnie pożegnanie śp. Pauliny Bryk odbędzie się w najbliższą sobotę o godzinie 13:00 na cmentarzu przy ul. Wojska Polskiego w Oleśnicy.
Świadectwo, które musiało zostać wysłuchane
Pani Paulina urodziła się w Uściu Zielonym na Podolu. Jako mała dziewczynka straciła matkę, a jej wczesną młodość brutalnie przerwała wojna. W pamięci ocaliła obrazy niewyobrażalnego okrucieństwa – noce spędzone w strachu na podłodze u zaprzyjaźnionego Ukraińca, zamordowanie ciotki i jej dzieci, których rzeczy fale Dniestru wyrzuciły na brzeg, wreszcie krwawy atak nacjonalistów na jej rodzinną wieś i bestialską kaźń sąsiadów.
Uciekając z transportem repatriantów przez Stanisławów, wraz z rodziną dotarła na Ziemie Odzyskane. Trafiła do poturbowanej Oleśnicy, gdzie w kamienicy przy ulicy Kazimierza Wielkiego rozpoczęła zupełnie nowy rozdział. Tam powojenni przesiedleńcy stworzyli wspólnotę, która działała jak jedna, wielka, wspierająca się rodzina.
Pani Paulina nadrabiała stracony czas – wieczorami uczyła się w szkole dla pracujących, za dnia ciężko harowała w skupie lnu i konopi, z pasją awansując na starszego sortiera. W Oleśnicy odnalazła też miłość życia. Poślubiła pana Włodzimierza – obrońcę z 1939 roku i Powstańca Warszawskiego, późniejszego laboranta w oleśnickiej winiarni. Razem stworzyli ciepły dom dla pięciorga dzieci. Gdy pociechy dorosły, pani Paulina nie spoczęła – przez kolejną dekadę służyła chorym i samotnym mieszkańcom jako siostra Polskiego Czerwonego Krzyża.
Mimo bagażu niewyobrażalnych traum, do ostatnich dni zachowała bystry wzrok, niezwykłą siłę ducha i pokorę wobec losu. – Życie miałam ciężkie. Wszystkie te trudne rzeczy pamiętam – mówiła cicho podczas naszego lipcowego spotkania.
Zdążyła ocalić tę historię od zapomnienia. Rodzinie i Bliskim składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Czytaj także: