Marek Bartosiewicz o Wenezueli: dziki kraj kontrastów, wyzwań i niezwykłych możliwości
Jak relacjonuje Bartosiewicz, ogromne obszary Wenezueli pozostają praktycznie nienaruszone przez cywilizację. Szczególnie pogranicze z Gujaną i Brazylią to tereny dzikiej dżungli, gdzie przez 200–300 kilometrów nie ma żadnych dróg, a jedynym środkiem transportu są łodzie. To właśnie tam żyją rdzenni Indianie, funkcjonują szkoły z jednym nauczycielem, brakuje energii elektrycznej, podstawowych lekarstw i opieki medycznej. – Śmiertelność noworodków jest gigantyczna – podkreśla Bartosiewicz, opisując skalę problemów, z jakimi mierzą się lokalne społeczności.

Podczas jednej z wypraw zdecydował się nawet wyciągnąć z wody węgorza elektrycznego, co – jak wspomina – wywołało panikę wśród Indian. W Orinoko można pływać, ale należy uważać na ławice piranii.
Turystyka pod kontrolą i podróże „nie dla każdego”
Podróżowanie po Wenezueli nie jest proste. Z Polski praktycznie nie da się dolecieć bezpośrednio – możliwy jest jedynie przelot przez Turcję, a i to bez gwarancji wpuszczenia do kraju. Samodzielne zwiedzanie jest w zasadzie niemożliwe.

Jak tłumaczy Bartosiewicz, jedyną realną opcją jest wykupienie wycieczki objazdowej organizowanej przez biuro podróży, zwykle w grupach 15–20 osób. Taka grupa musi posiadać zgodę ministerstwa turystyki, podróżuje według zatwierdzonej listy, a nad całością czuwają opiekunowie – wenezuelski i polski.
– My podróżujemy z grupą, ale na oddzielnych zasadach, o których pozostali nie za bardzo wiedzą – mówi Bartosiewicz, dodając, że kluczowe są tu osobiste relacje z przewodnikami i lokalnymi organizatorami. Przyznaje też wprost, że akceptuje ryzyka, których standardowy turysta by nie udźwignął.

Codzienne życie i koszty
Wenezuela to kraj ogromnych kontrastów ekonomicznych. Jak mówi mieszkaniec Bierutowa, przeciętne zarobki Wenezuelczyków wynoszą 200–400 dolarów miesięcznie, podczas gdy za około 1000 dolarów można prowadzić dość luksusowe życie.
Koszty codziennego funkcjonowania są relatywnie niskie: obiad w restauracji to wydatek rzędu 8–15 dolarów, trener personalny na wyspie Margarita kosztuje około 30 dolarów za godzinę, a przewodnik na Orinoko – 10 dolarów za cały dzień, choć często nie zna nawet języka hiszpańskiego.

Specyficzna jest również sytuacja z paliwem. Benzyna objęta jest systemem kartek – limit wynosi około 160 litrów miesięcznie po symbolicznej cenie. Po jego przekroczeniu trzeba korzystać ze stacji komercyjnych, gdzie litr kosztuje 1–2 dolary, o ile paliwo w ogóle jest dostępne.
Kraj wyzwań i potencjalnych możliwości
Marek Bartosiewicz był w Wenezueli już trzy razy i nie ukrywa, że widzi w niej nie tylko cel podróży, ale także potencjalne miejsce do dłuższego pobytu czy inwestycji.
– To kraj nie zadeptany przez turystę. Wszystko jest dzikie i wciąż do dyspozycji – podsumowuje, dodając, że jesienią wybieram się tam ponownie.
Dla porównania wspomina Tajlandię, którą odwiedzał regularnie przez 17 lat. Jego zdaniem dziś to kraj, który stracił swój dawny urok na rzecz masowej turystyki. Wenezuela pozostaje przeciwieństwem – pięknym, trudnym i wymagającym, ale wciąż autentycznym.
