REKLAMA

Jak dawna Oleśnica „pożerała” własne mury obronne

Red | Red
Jak dawna Oleśnica „pożerała” własne mury obronne
Nowo odkryta powojenna fotografia autorstwa Andrzeja Mazurkiewicza stała się przyczynkiem do fascynującej podróży w przeszłość oleśnickich fortyfikacji. Remigiusz Szczuraszek, znawca lokalnych dziejów, odsłania przed nami kulisy czasów, gdy średniowieczne mury zamiast zabytkiem, były po prostu… darmowym materiałem budowlanym.
REKLAMA

Na portalu polska-org.pl pojawił się unikatowy kadr przedstawiający widok na kościół NMP i św. Jerzego. Jednak dla wprawnego oka historyka najciekawszy element znajduje się na pierwszym planie. To fragment muru przy dzisiejszej ul. Łużyckiej, na którym widać wyraźne ślady dawnej zabudowy.

Widoczne na zdjęciu pozostałości dobudówek, dachy i kominy wystające ponad linię obwarowań to dowód na to, jak bardzo marginalizowano niegdyś system obronny miasta.

Praktyczność ponad estetykę: Mury jako ściany nośne

Jak zauważa Remigiusz Szczuraszek, przedwojenna Oleśnica podchodziła do swojej historii niezwykle pragmatycznie. Rozwijające się miasto potrzebowało miejsca, a solidny, średniowieczny mur był idealną, darmową bazą pod nowe konstrukcje.

– „Za Niemca” nie przywiązywano do nich większej wagi. Istniejący już mur dawał gotową, solidną i trwałą konstrukcję, którą można było wykorzystać choćby jako ścianę nośną budynku. Świadomość ochrony zabytków była wtedy zupełnie inna niż dziś – wyjaśnia Szczuraszek.

Gdzie jeszcze „ukryto” oleśnickie mury?

Przykłady takiego wykorzystania fortyfikacji można mnożyć:

  • ul. 3 Maja: Przy budowie dawnego Domu Strzeleckiego fragmenty murów wkomponowano w budynek, a z XVI-wiecznej bastei artyleryjskiej zrobiono… wykusz.
  • ul. Bociania: Tutaj basteję nadbudowano niewielkim, kwadratowym obiektem gospodarczym.
  • ul. Rzemieślnicza: Okolice Bramy Wrocławskiej i tamtejsza czatownia były niegdyś szczelnie obudowane szopami i komórkami.

Najbardziej jaskrawym przykładem była sama Brama Wrocławska. Nie tylko obudowano ją z obu stron kamienicami, ale w pewnym momencie planowano jej całkowite wyburzenie – los ten spotkał zresztą pozostałe bramy miejskie.

Powojenny ratunek dla zabytków

Dopiero lata powojenne przyniosły zmianę w postrzeganiu oleśnickiej architektury. Kluczową postacią okazał się profesor Mirosław Przyłęcki, ówczesny wojewódzki konserwator zabytków. To dzięki jego staraniom zdecydowano o odsłonięciu murów, wyburzeniu wtórnych przybudówek i uporządkowaniu ich przebiegu.

Dzięki tym działaniom dzisiejsi mieszkańcy i turyści mogą podziwiać czytelny zarys średniowiecznej Oleśnicy, który przez dekady był ukryty pod warstwami tynku, kominów i dachów gospodarczej zabudowy.

źródło: Remigiusz Szczuraszek/FB
zdjęcia: polska-org

Udostępnij:
REKLAMA
REKLAMA