Geodezyjny straszak na billboardy? Urzędnicy ujawniają, dlaczego nośniki „wyparowały”

Red | Red
Geodezyjny straszak na billboardy? Urzędnicy ujawniają, dlaczego nośniki „wyparowały”
Na tej kamienicy przy ul. Lwowskiej przez wiele lat znajdowały się billboardy. Niedawno zostały zdjęte.
Wracamy do gorącego tematu estetyki przestrzeni publicznej w Oleśnicy. Kilka tygodni temu informowaliśmy o obywatelskim śledztwie, piśmie skierowanym do radnych i apelu Dawida Galika o pilne wprowadzenie uchwały krajobrazowej. Najwięcej pytań budził jednak zagadkowy demontaż kontrowersyjnych billboardów tuż przed urzędniczą kontrolą. Postanowiliśmy skonfrontować te wątpliwości u samego źródła.

Przypomnijmy: sprawa nabrała rozgłosu, gdy do oleśnickich samorządowców trafiło pismo od zaniepokojonego mieszkańca. Zwrócił on uwagę na rozbieżności pomiędzy udokumentowanym istnieniem wielkoformatowych reklam (m.in. przy ul. Lwowskiej 2 i Rynek 50), a wynikami późniejszych kontroli, z których wynikało, że nośników tam… nie ma. W tle radny Dawid Galik apelował o radykalne kroki na wzór Sopotu, wprost zarzucając politykom niechęć do walki z chaosem reklamowym ze strachu przed utratą miejsc na plakaty wyborcze.

W odpowiedzi na te doniesienia, skierowaliśmy do jednostki odpowiedzialnej za zarząd nad pasem drogowym cztery konkretne pytania. Poniżej prezentujemy stanowisko Sekcji Dróg Miejskich w Oleśnicy.

Kontrole są, ale nie każdy billboard to samowola

Czy miasto w ogóle kontroluje legalność billboardów? Zarządca drogi zapewnia, że tak. Jak czytamy w przesłanej do naszej redakcji odpowiedzi, na bieżąco prowadzone są regularne oględziny i kontrole pasów drogowych. Urzędnicy zwracają jednak uwagę na istotny niuans prawny, który często umyka mieszkańcom.

– Należy wyjaśnić, że nie w każdym przypadku billboardy usytuowane na obiektach budowlanych (np. na ścianach budynków) są instalacjami nielegalnymi. Zgody na dysponowanie nieruchomością na cele reklamowe w takich miejscach wydają bezpośrednio ich właściciele bądź zarządcy – tłumaczy jednostka.

Problem pojawia się wtedy, gdy reklama może „wchodzić” na teren miejski. W sytuacjach uzasadnionego podejrzenia, że billboard bezprawnie zajmuje pas drogowy, wszczynana jest procedura geodezyjnego wznowienia granic działki. Według drogowców, te działania przynoszą wymierne skutki. Urzędnicy chwalą się wręcz, że efektem ich polityki jest „relatywnie niska ilość reklam w oleśnickich pasach drogowych względem dróg w innych gminach”.

A co z opłatami? Kto zarabia na reklamach? Jednostka precyzuje, że opłatom podlegają wyłącznie nośniki umieszczone w pasach drogowych, a należności z tytułu legalnie wydanych decyzji spływają do kasy regularnie.

Gra w kotka i myszkę, czyli dlaczego billboardy zniknęły?

Najbardziej intrygującym wątkiem sprawy był jednak zarzut sformułowany przez mieszkańca: dlaczego uciążliwe billboardy przy ul. Lwowskiej i w Rynku „wyparowały” zanim urzędnicy zdążyli przeprowadzić oficjalną kontrolę? Czy to przypadek, czy celowe działanie reklamodawców ostrzeżonych przed karami?

Zarządca pasa drogowego twierdzi, że nie zna bezpośrednich motywów właścicieli konstrukcji, ale jednocześnie rzuca na sprawę zupełnie nowe światło. Kluczem do rozwiązania zagadki okazują się przepisy prawa geodezyjnego.

Aby udowodnić, że reklama stojąca równolegle do granicy pasa drogowego wchodzi na teren miasta, trzeba wznowić granice działki. Jest to procedura wysoce sformalizowana i – co najważniejsze – w pełni jawna.

– Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, uprawniony geodeta ma prawny obowiązek zawiadomić o terminie i miejscu planowanych czynności wszystkie zainteresowane strony – w tym właścicieli nieruchomości sąsiadujących – wyjaśniają urzędnicy.

Informacja o planowanej kontroli staje się więc powszechnie znana przed jej fizycznym rozpoczęciem. Wniosek nasuwa się sam: – Demontaż billboardów przez ich właścicieli przed ostateczną kontrolą należy więc uznać za ich samodzielną reakcję na formalne powiadomienia o wszczęciu procedur geodezyjnych – podsumowuje Sekcja Dróg Miejskich.

Czy to argument za uchwałą krajobrazową?

Czy to oficjalne stanowisko przekona radnych do tego, że obecne narzędzia są niewystarczające? Przypadek „uciekających” przed kontrolą reklam wydaje się być idealnym argumentem dla zwolenników wprowadzenia wspomnianej przez radnego Galika uchwały krajobrazowej. Twarde, lokalne prawo, określające gabaryty i strefy dopuszczalnej reklamy, ucięłoby geodezyjne spory i partyzanckie stawianie billboardów.

Czytaj także:

Udostępnij:
REKLAMA