Dyskusja o materiałach wyborczych w przestrzeni miejskiej. Kto ma rację w tym sporze?

Red | Red
Dyskusja o materiałach wyborczych w przestrzeni miejskiej. Kto ma rację w tym sporze?

Na grupie OlesnicaInfo.pl nasi Czytelnicy dyskutują o tym, dlaczego w niektórych częściach miasta nadal wiszą materiały wyborcze. Czy to faktycznie wina komitetów wyborczych, które je zleciły i opłaciły?

– Zgodnie z kodeksem wyborczym komitety mają 30 dni, żeby usunąć z przestrzeni publicznej materiały promujące ich kandydatów – napisał Arkadiusz Kembłowski, który w kwietniowych wyborach sam kandydował na radnego. – Praktyka pokazuje jednak, że zamknięcie się w tym terminie (mimo grożącej grzywny do 5 tys. zł) jest trudne. Istnieją oczywiście odstępstwa od tej reguły. Pozostaje jedynie zwykła przyzwoitość wobec wyborców. Z tego miejsca apel do komitetów wyborczych: usuńcie swoje materiały z przestrzeni miejskiej.

Pod postem pojawiły się głosy oburzonych oleśniczan przyznających rację autorowi wpisy, ale też wyjaśnienia dwóch radnych.

Głos w sprawie zabrał radny Paweł Bielański, który w ostatnich wyborach był pełnomocnikiem Oleśnicy Razem (billboard Michała Kołacińskiego został opublikowany w poście Kembłowskiego, red.).

– Ten przepis kodeksu wyborczego nie dotyczy prywatnych bilbordów – napisał Bielański. – Powierzchnie bilbordów należą do prywatnych właścicieli/firm. Komitety wyborcze podpisują umowę na określony czas (z reguły do końca kampanii wyborczej). Dopóki jednak firma nie sprzeda powierzchni reklamowej nowemu podmiotowi, „stara reklama wisi”. Poza okresem umownym, to właściciel odpowiada za treść reklamy. Niektóre firmy zaklejają i piszą „na wynajem” + nr telefonu.

– Z przestrzeni publicznej tak ale tylko z mienia Skarbu Państwa czy samorządu – napisał Damian Mrozek, radny Sejmiku Województwa. – Na bilbordach jak tu czy prywatnym płocie może wisieć zgodnie z kodeksem wyborczym bezterminowo.

Udostępnij:
REKLAMA