Mama Liwii dziękuje za wsparcie w trudnych chwilach: trafiłyśmy na osoby pełne zrozumienia
Pani Marta Wojtan, mama Liwii zmagającej się z wieloma poważnymi schorzeniami, dziękuje za naszym pośrednictwem osobom, które dzisiaj pomogły jej w trudnych chwilach. Publikujemy treść podziękowania.
Nie zawsze będzie lekko… Wiedziałam. Ale takiego ataku jak dzisiaj jeszcze nie było. Czuje się zmęczona fizycznie jak po maratonie, a psychicznie ledwo się trzymam. Poszłyśmy na pocztę odebrać paczkę, choć staram się, żeby zawsze większość czynnością, które mogą wykonać za mnie synowie, powierzyć właśnie im, tym razem musiałyśmy iść same załatwić sprawę.
Kolejka była dość długa, o ile w kolejce udało się i było spokojnie – Liwia siedziała przy stoliku pisała po karteczkach o tyle nagle i nie wiem właściwie co się stało. Wiem tylko, że pan odbierał paczkę obok mnie, ale że ja również w tym momencie byłam obsługiwana przy okienku, nie patrzyłam się w jego kierunku to nie wiem co się stało. Nie wiem co było zapalnikiem, ale Liwia dostała ataku. Pół godziny walki żeby ją wyciszyć uspokoić, walki fizycznej żeby nie uderzała głową o kamienną posadzkę, mój płacz z bezsilności, spojrzenia wszystkich dookoła.
Bardzo dziękujemy Pani z placówki pocztowej przy ul. Wileńskiej za cierpliwość i spokój, za zrozumienie… Bardzo dziękujemy Paniom ze kiosku/sklepu w galerii Wileńskiej, za pomoc, za prezent dla Liwci, za ogrom zrozumienia. Dla mnie takie sytuacje są stresujące i niezwykle trudne, o ile atak w domu jest łatwiejszy o tyle w miejscu publicznym poza domem gdzie są obcy ludzie, gdzie nie ma „bezpiecznej przystani” jest o wiele trudniej.

Przyznaję, że nie dałam sama rady musiałam dzwonić do syna, który biegł ze szkoły do nas, żeby nam pomóc. Alanku dziękuje, mój syn wie, że jeśli dzwonię w czasie lekcji to znaczy, że jego pomoc jest nam niezbędna. Kocham Cię dziecko i ogromnie doceniam miłość i zaangażowanie w walkę z choroba Liwci. Na zdjęciu jakieś 20 minut po wszystkim. Liwka jakby nie pamięta, że ponad pół godziny była w ataku, a ja wciąż mam twarz cała czerwona ze zmęczenia i wysiłku. Dziękuję, że dziś trafiliśmy na panie pełne zrozumienia i wsparcia, że dziś nie usłyszałam jakiego mam bachora, a przyznam się, że z tyłu głowy ciągle miałam słowa kobiety w kawiarni. Dziękuję też Pani, która zbierała wszystkie nasze rzeczy, nie zakodowałam nawet Pani twarzy, ale bardzo dziękuję.