Symbol miasta czy ofiary ludzkiej bezmyślności? Burza w sieci wokół oleśnickich królików

Red | Red
Symbol miasta czy ofiary ludzkiej bezmyślności? Burza w sieci wokół oleśnickich królików
Od lat są uważane za nieoficjalny symbol Oleśnicy i lokalną atrakcję turystyczną. Teraz jednak wokół populacji miejskich królików wybuchła w mediach społecznościowych gorąca dyskusja. Czy miasto promuje bezdomność zwierząt? Czy aktywiści chcą zamknąć wolne zwierzęta w ciasnych klatkach? Zebraliśmy najważniejsze głosy w tej sprawie.

Wszystko zaczęło się od mocnego wpisu inicjatywy ZaKróliczeni, która zwróciła uwagę na paradoks sytuacji w Oleśnicy. Zwierzęta, które w przestrzeni miejskiej (m.in. na placu Staszica czy Zwycięstwa) żyją od ponad 20 lat, to w rzeczywistości potomkowie porzuconych królików domowych. Zamiast rozwiązać problem ich bezdomności, miasto zaczęło budować wokół nich swoją identyfikację.

Z budżetu obywatelskiego wydano dziesiątki tysięcy złotych na królicze płaskorzeźby, domki czy tablice edukacyjne, utrwalając ich obecność na ulicach. Według aktywistów, miasto przekuło ludzką nieodpowiedzialność w miejski folklor, ignorując fakt, że zwierzęta te cierpią zimą, padają ofiarą drapieżników i rozmnażają się bez żadnej kontroli.

„Zostawcie je w spokoju” – odpowiedź profilu Oleśnica.exe

Na zarzuty środowisk prozwierzęcych szybko odpowiedział lokalny profil Oleśnica.exe, krytykując działania nowo powstałego Stowarzyszenia Oleśnickie Króliki. Według autora wpisu, króliki żyjące od pokoleń na wolności stały się zdziczałą populacją, która ma swoje terytorium, nory i stada.

Profil zarzucił aktywistom, że ich jedynym pomysłem jest wyłapanie królików i zamknięcie ich w małych klatkach w ludzkich domach. Stwierdzono, że skoro zwierzęta przetrwały 20 lat, nie ma potrzeby radykalnych interwencji. Padły też ostre słowa – oskarżono grupy prozwierzęce o przypominanie „sekty”, której działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, choć jednocześnie przyznano, że miasto powinno monitorować ich zdrowie i rozród.

Stowarzyszenie Oleśnickie Króliki odpowiada: „Prawo nie działa na zasadzie zasiedzenia zaniedbania”

Na reakcję Stowarzyszenia nie trzeba było długo czekać. W obszernej i stanowczej odpowiedzi punkt po punkcie obalono argumenty profilu Oleśnica.exe, wskazując na kluczowe błędy w ich rozumowaniu.

Przede wszystkim organizacja podkreśla, że to nadal zwierzęta domowe, nie dzikie. Fakt, że królik kopie norę i potrafi przetrwać na trawniku, nie czyni go dzikim gatunkiem. To naturalne zachowania zwierząt domowych, a zdziczenie behawioralne nie cofa udomowienia. W świetle prawa to wciąż porzucone, bezdomne zwierzęta, za które gmina ponosi odpowiedzialność.

Po drugie, działacze zaznaczają, że przetrwanie to nie dobrostan, a autorzy krytyki popełniają klasyczny błąd przeżywalności. To, że część królików żyje na skwerach od lat, nie oznacza, że mają dobre warunki. Przechodnie widzą tylko te osobniki, które przetrwały, całkowicie ignorując setki tych, które zginęły pod kołami aut, zamarzły, zmarły z powodu chorób zakaźnych czy zostały zagryzione przez drapieżniki.

Stowarzyszenie obala również mit małej klatki. Organizacja stanowczo zaprzecza, jakoby ich celem było zamykanie zwierząt w ciasnych mieszkaniach między kanapą a telewizorem. Odłów ma na celu ocenę stanu zdrowia, leczenie, niezbędną kastrację powstrzymującą niekontrolowane namnażanie i ewentualne przeniesienie do bezpiecznych, dostosowanych do potrzeb tego gatunku warunków.

Zwrócono też uwagę na nielogiczną argumentację oponentów. SOK punktuje absurd wpisu Oleśnica.exe – autor z jednej strony ostro krytykuje „samozwańczych ratowników”, a z drugiej strony sam postuluje to, czym Stowarzyszenie ma zamiar się zajmować: monitorowanie zdrowia, ograniczanie rozrodu i leczenie rannych zwierząt.

Jaka przyszłość czeka uszatego „symbolu”?

Co wynika z tej dyskusji? Granica pomiędzy lokalną atrakcją turystyczną a rażącym zaniedbaniem bywa cienka. Jak słusznie zauważają aktywiści: bezdomność nie staje się mniejszym problemem tylko dlatego, że dobrze wygląda na zdjęciach i na instagramowych relacjach turystów.

Czy miasto zmieni swoją politykę pod naciskiem argumentów prawnych i biologicznych? Na ten moment jedno jest pewne – sprawa oleśnickich królików przestała być tylko uroczą ciekawostką, a stała się poważnym testem w kwestii praw zwierząt.

Czytaj także:

Udostępnij:
REKLAMA