Piękny dworzec, zalane perony. Na pociąg w Oleśnicy tylko w kaloszach?
Choć odrestaurowany budynek dworca to powód do dumy, infrastruktura bezpośrednio obsługująca podróżnych wydaje się zatrzymana w czasie. W swoim wpisie w mediach społecznościowych radny Dawid Galik zwraca uwagę na drastyczny kontrast między wyremontowanym obiektem a stanem peronów i prowadzącego do nich tunelu.
Dwie spółki, jeden (wielki) problem
Zasadniczy problem tkwi w podziale kompetencji. Za odrestaurowany budynek odpowiada spółka PKP S.A., natomiast niewyremontowane perony i zalewane po każdym większym deszczu przejście podziemne to własność PKP Polskich Linii Kolejowych.
– Pasażera naprawdę nie powinno obchodzić, która państwowa spółka ma którą działkę, ścianę, schody czy kawałek peronu. Dla niego to jest jeden dworzec – punktuje w swoim wpisie radny Galik.
Kwestia bezpieczeństwa, nie tylko estetyki
Zalane przejście podziemne to nie tylko problem braku dostępności dla osób z niepełnosprawnościami czy zmuszanie podróżnych do zakładania kaloszy (a przy większych opadach wręcz spodni rybackich). To przede wszystkim poważne zagrożenie bezpieczeństwa.
Jak wynika z relacji mieszkańców, na które powołuje się radny, młodzież dojeżdżająca np. do szkół, chcąc ominąć zalaną infrastrukturę, często decyduje się na skracanie drogi i niebezpieczne przechodzenie bezpośrednio przez tory. Na czynnej stacji, która obsługuje tysiące pasażerów miesięcznie, takie sytuacje mogą skończyć się tragicznie.
Czego oczekują mieszkańcy Oleśnicy?
W imieniu mieszkańców, radny sformułował konkretne postulaty skierowane do spółki PKP PLK. Chodzi m.in. o pilne rozwiązania problemu zalewania przejścia podziemnego i dróg dojścia do peronów, a także zapewnienie bezpiecznego dostępu do pociągów w trybie natychmiastowym, a nie w odległej przyszłości.
Radny domaga się również przedstawienia jasnego i konkretnego harmonogramu przebudowy peronów oraz tunelu. Jak podsumowuje Dawid Galik, piękny, wielomilionowy dworzec, do którego trzeba wchodzić w kaloszach, nie jest symbolem modernizacji. Staje się raczej smutnym obrazkiem tego, jak wygląda państwowe planowanie, gdy remontuje się jedynie fragmenty, zamiast rozwiązać problem kompleksowo.