Wraca burza o reklamy w Oleśnicy. Mieszkaniec tropi znikające billboardy i domaga się wyjaśnień
Dawid Galik uważa, że czas na radykalne kroki. W jego ocenie Oleśnica pilnie potrzebuje uchwały krajobrazowej, która wreszcie uporządkuje przestrzeń publiczną. Radny stawia sprawę jasno: reklama ma informować, a nie przytłaczać miasto.
Sopot jako wzór i „niewygodne” billboardy
Według koncepcji Galika, miasto powinno pójść śladem Sopotu, wprowadzając czytelny podział na strefy o różnych rygorach reklamowych. Co dokładnie zakłada jego wizja? Radny w rozmowie z OlesnicaInfo.pl mówi o wprowadzeniu jednolitych, estetycznych standardów dla szyldów, znacznej redukcja billboardów, siatek reklamowych i innych nośników wielkoformatowych, a także zasadzie proporcji – reklama nie może dominować nad architekturą budynku.
Największe kontrowersje budzą jednak słowa dotyczące samych billboardów. Galik twierdzi wprost, że aż wiele z nich jest usytuowana bez warunków zabudowy, niezgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego i bez pozwoleń na budowę. Dlaczego więc nikt z tym nie walczy?
– Politycy nie lubią z nimi „walczyć”, bo później potrzebują tych billboardów, aby obwiesić się na wybory – gorzko punktuje Dawid Galik.
Trudne lekcje z 2015 roku
Warto przypomnieć, że to nie pierwsze starcie o estetykę Oleśnicy. W 2015 roku temat wywołał ówczesny radny Damian Siedlecki. Zaprezentował on wówczas efekt godzinnego objazdu miasta – serię zdjęć budynków oklejonych banerami, w tym kamienicę przy ul. Wojska Polskiego, gdzie reklamy całkowicie zasłoniły jeden z ostatnich miejskich murali.
Dyskusja szybko obnażyła konflikt interesów. Z jednej strony stała potrzeba estetyki i bezpieczeństwa (radny Aleksander Chrzanowski słusznie zauważył, że banery często zasłaniają widoczność kierowcom). Z drugiej – biznes. Właściciel jednej z firm reklamowych ostrzegał wtedy, że rygorystyczne przepisy uderzą w przedsiębiorców, a i tak nie powstrzymają np. nielegalnego rozklejania ulotek na słupach.
Siedlecki sugerował wtedy kompromis – wyznaczenie stref wolnych od reklam i stref przyzwolenia, dystansując się od bardzo restrykcyjnych przepisów Parku Kulturowego, które wdrożył Wrocław. Pomysł nie doczekał się jednak realizacji.
Tajemnicze zniknięcie
Teraz sprawa nabiera niemal detektywistycznego charakteru. Na skrzynki mailowe wszystkich oleśnickich radnych trafiło pismo od zaniepokojonego mieszkańca. Dotyczy ono kilku billboardów.
– Mieszkaniec wskazuje rozbieżność pomiędzy dokumentowanym wcześniej istnieniem billboardów a wynikiem późniejszej kontroli. W związku z tym zażądał pełnej dokumentacji postępowania w trybie dostępu do informacji publicznej – mówi nam radny Dawid Galik, dodając, że do radnych trafiły także dokumenty i korespondencja dotycząca billboardów przy ul. Lwowskiej 2 oraz Rynek 50.
Czy radni wezmą pod uwagę ten głos? Czy zażądają oficjalnych wyjaśnień w sprawie „znikających” billboardów? A może niechęć do narażania się branży reklamowej znów wygra z potrzebą dbania o ład przestrzenny w Oleśnicy?
Do sprawy będziemy wracać.