Radość z nowych pomników przyrody i gorzki głos o deweloperce. Oleśnicka zieleń ma dwie twarze

Red | Red
Radość z nowych pomników przyrody i gorzki głos o deweloperce. Oleśnicka zieleń ma dwie twarze
zielenią miejską różnie bywa, podobnie jak z petycjami od mieszkańców kierowanymi do burmistrza i radnych – to zależy, czy się opłaca – podsumowuje gorzko Wiesław Mazurkiewicz. FOT. WIESŁAW MAZURKIEWICZ
Mapa przyrodniczych skarbów Oleśnicy wkrótce się powiększy o cztery nowe pomniki przyrody – trzy dęby szypułkowe oraz platan klonolistny. Choć decyzja Rady Miasta cieszy mieszkańców, lokalni aktywiści zwracają uwagę na drugą stronę medalu. Wiesław Mazurkiewicz przypomina o ignorowanych petycjach mieszkańców, wycinkach pod nowe bloki oraz zagrożeniach, jakie dla starych drzew niesie betonowa deweloperka.

Rada Miasta Oleśnicy przygotowała uchwały, na mocy których ochroną pomnikową objęte zostaną cztery wyjątkowe okazy:

  • „Dąb Miasta Partnerskiego Chrudim” – 150-letni dąb szypułkowy rosnący u zbiegu ulic Wałowej i Wałów Jagiellońskich.
  • „Dąb Miasta Partnerskiego Jaunay-Marigny” – liczący 200 lat okaz zlokalizowany w środkowej części zachodniej ściany Parku Książąt Oleśnickich.
  • „Dąb Miasta Partnerskiego Warendorf” – 200-letni dąb rosnący na zieleńcu przy parkowej ścieżce.
  • „Platan Gaja” – 82-letni platan klonolistny rosnący w ścisłym centrum, w obrębie zwartej zabudowy przy ul. Armii Krajowej.

Ustanowienie platana pomnikiem przyrody ma być dowodem na to, że cenny drzewostan można i należy chronić również w mocno zurbanizowanej przestrzeni.

Aktywista studzi optymizm: „Nie jest aż tak kolorowo”

Do sprawy odniósł się oleśnicki aktywista Wiesław Mazurkiewicz. Nawiązując do słów radnego Mirosława Płaczkowskiego (który zauważył, że kiedyś na pomniki przyrody trzeba było czekać latami i walczyć z oporem urzędników), Mazurkiewicz podkreśla, że w relacjach na linii mieszkańcy–magistrat niewiele się zmieniło. – Dalej mieszkańcy muszą pisać petycje, zbierać podpisy… Powiększenie lub utworzenie nowego parku pod murami miasta w centrum zostało zignorowane przez cały UM Oleśnica na czele z Burmistrzem. Dalej się tam chodzi po śmieciach jak po folii bąbelkowej, a los tego miejsca i drzew w przyszłości jest nieznany – zauważa aktywista.

Mazurkiewicz przyznaje, że nowe pomniki przyrody „strasznie cieszą”, ale natychmiast zwraca uwagę na kluczowy aspekt, o którym często zapomina się w przestrzeni miejskiej: ochronę systemu korzeniowego. – Stan, kondycja, długowieczność drzew jest taka, jaki jest rozwinięty system korzeniowy i ziemia bogata w składniki oraz dostęp do wody (…) Gorzej jest, gdy pod starym drzewem np. wybrukujemy, zagęścimy grunt, uszkodzimy korzenie lub zacienimy nowymi blokami. Stan takich drzew nie od razu, ale przez lata się pogarsza, aż do zamierania – ostrzega.

Osiedle przy wodociągach: przedwojenne lipy w cieniu bloków

Jako przykład nieliczenia się z dobrem natury Mazurkiewicz wskazuje sytuację w parku przy Wodociągach, gdzie trwa intensywna budowa nowego osiedla mieszkaniowego. Bloki zaplanowano tuż przy głównej alei parkowej, którą porastają przedwojenne lipy – w tym okazy o wymiarach pomnikowych. – Takiej drugiej alei lipowej nie ma w całej Oleśnicy. Wysokie bloki przy samej alei zacieniły drzewa. Kto podpisał i zatwierdził taki projekt, nie wiadomo, pomimo że pytano o to w mediach informacyjnych i gazetach – punktuje aktywista.

Przypomina również historię okazałego dębu szypułkowego z wodociągów, który został oznaczony czerwoną kropką do wycinki. Drzewo ostatecznie ocalało po interwencjach w internecie i mediach, jednak zdaniem Mazurkiewicza – nie ze względu na jego przyrodniczą wartość.

Dlaczego dąb przy wodociągach ocalał?

Zdaniem aktywisty ocalenie okazałego dębu nie wynikało z troski o przyrodę, lecz z chłodnej kalkulacji przestrzennej i biznesowej. Drzewo po prostu zmieściło się między blokami – rośnie w miejscu, gdzie nie zaplanowano budowy domów, nie koliduje z układem komunikacyjnym ani nie zabiera cennej przestrzeni parkingowej (jedynie ją zacieni). Obecność starego, okazałego dębu podnosi atrakcyjność wizualną otoczenia, co – choć w niewielkim stopniu – ma korzystny wpływ na ceny sprzedawanych mieszkań. Radość z jego ocalenia może być jednak przedwczesna. Mazurkiewicz ocenia, że przy samym drzewie niemal na pewno powstanie kolejny blok, a teren wokół zostanie mocniej wybrukowany, co w dłuższej perspektywie bezpośrednio zagrozi systemowi korzeniowemu i kondycji dębu.

– Jedne drzewa mają szczęście (można na nich nawet politycznie zarobić), inne nie. Z zielenią miejską różnie bywa, podobnie jak z petycjami od mieszkańców kierowanymi do burmistrza i radnych – to zależy, czy się opłaca – podsumowuje gorzko Wiesław Mazurkiewicz.

CZYTAJ TAKŻE:

Udostępnij:
REKLAMA
REKLAMA