Kolejna rozprawa w sprawie dramatu w Świerznej

Red | Red
Kolejna rozprawa w sprawie dramatu w Świerznej
W oleśnickim sądzie odbyła się kolejna odsłona procesu, który od dwóch lat elektryzuje mieszkańców podoleśnickiej wsi. Sprawa dotyczy brutalnego pogryzienia młodej kobiety przez psy, do którego doszło w maju 2024 roku. Choć emocje wciąż sięgają zenitu, finał sądowej batalii jest już na wyciągnięcie ręki.

Dzisiejsza rozprawa, podobnie jak poprzednie etapy postępowania, toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Sąd przesłuchał kluczowych świadków: matkę poszkodowanej Dominiki Sz. oraz siostrę właściciela psów. Mimo wyłączenia jawności, sędzia Marek Stefanowski przekazał istotną informację dla opinii publicznej – przewód sądowy zmierza ku końcowi.

Trauma, która nie mija

Mimo upływu dwóch lat od tragicznych wydarzeń, życie poszkodowanej kobiety i mieszkańców Świerznej drastycznie się zmieniło. Ojciec ofiary, Roman Szczurek, w poruszających słowach opisywał niedawno codzienność swojej córki. Kobieta boi się wychodzić z domu pieszo. Nawet krótkie dystanse, jak wyjście do pobliskiego sklepu, pokonuje wyłącznie samochodem.

Feralnego dnia Dominika jechała na rolkach, gdy z jednej z posesji wybiegły psy. Właściciel miał krzyczeć, że zwierzęta „chcą się tylko bawić”, jednak chwilę później doszło do brutalnego ataku.

Mieszkańcy wsi nie kryją obaw. Barbara Janeczko podkreśla, że każdy rodzic i dziadek w okolicy czuje niepokój, a Jacek Zawiślak porównuje agresywne psy do „naładowanej broni”, która w każdej chwili może wystrzelić ponownie.

Linia obrony: „Ryzyko już nie istnieje”

Adwokat oskarżonego, mec. Paweł Hiper, starał się tonować nastroje. Przekonuje, że podjęto kroki uniemożliwiające powtórkę z rozrywki. Pies uznany przez biegłych za głównego sprawcę już nie żyje. Dwa pozostałe czworonogi zostały rozdzielone i przebywają w różnych miejscowościach.

    Z tą argumentacją polemizują jednak eksperci. Weterynarz Krzysztof Bielecki zauważa lukę w systemie: – Nie ma jednoznacznych przepisów, które mówią, co zrobić z takimi psami po takim zdarzeniu. Każdy pies powyżej 20 kg, bez względu na rasę, może stanowić realne zagrożenie.

    Przypomnijmy, że skala tragedii była ogromna. Dominika Sz. doznała rozległych obrażeń głowy, szyi, klatki piersiowej, nóg oraz barków. Na miejsce musiał wzywany być śmigłowiec LPR, a lekarze przez długi czas określali jej stan jako krytyczny, walcząc o każdą minutę jej życia.

    Właściciel psów usłyszał zarzuty narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz naruszenia czynności narządów ciała.

    Kolejne posiedzenie sądu, na którym spodziewane jest ogłoszenie wyroku, zamknie ten mroczny rozdział tej historii. Czy wyrok przyniesie poszkodowanej i mieszkańcom poczucie sprawiedliwości? Przekonamy się wkrótce.

    Udostępnij:
    REKLAMA