Weronika Gontarz: „Wszystko, co tworzę, testuję na własnych dzieciach”. Poznajcie mamę „Kłodziaków”
Przez lata pracowała Pani jako kurator sądowy – to praca wymagająca, często obciążająca emocjonalnie. Dziś zarządza Pani kulturą w Gminnym Ośrodku Kultury. Skąd decyzja o tak radykalnej zmianie zawodowej?
Potrzebowałam zmiany. W sądzie przepracowałam 11 lat i czułam, że żeby dalej się rozwijać muszę zmienić pracę. Chciałam też otworzyć stowarzyszenie, a będąc w sądzie nie mogłam tego zrobić. Możliwość pracy w GOK-u pojawiła się niespodziewanie. Lubię wyzwania, a do tego mam artystyczną duszę, więc długo się nie zastanawiałam czy startować w konkursie. Znałam pracę w ośrodku kultury, z uwagi na wcześniejsze doświadczenia w pracy w GOK w Długołęce.
Czy doświadczenia z pracy kuratora – kontakt z ludźmi w trudnych sytuacjach, empatia, mediacje – pomagają Pani w dzisiejszej roli dyrektorki GOK-u?
Te doświadczenia z pracy kuratora wykorzystuję we wszystkich sferach mojej aktywności. To był bardzo cenny czas w mojej ścieżce zawodowej, pełen wyzwań, sprawdzania moich możliwości, ale też ograniczeń. Ta praca pokazała mi, że mam duże umiejętności organizacyjne i potrafię sprawnie działać w sytuacjach stresowych. Ale też nauczyła mnie współpracy z ludźmi na różnych szczeblach i z różnych środowisk.
Co w zarządzaniu kulturą w Dziadowej Kłodzie daje Pani największą satysfakcję?
Największą satysfakcję daje mi kontakt z ludźmi, możliwość stwarzania im warunków do budowania wzajemnych relacji, do integracji. Od początku moim celem było stworzenie miejsca, które łączy ludzi, które daje możliwość spotkania bez względu na poglądy czy wiek.
Staram się odpowiadać na potrzeby mieszkańców gminy, a to przekłada się na pozytywny odbiór z ich strony. Oczywiście duże znaczenie ma fakt, że udało mi się stworzyć fantastyczny zespół w pracy. To dzięki zaangażowaniu pracowników udaje mi się zrobić tyle wartościowych rzeczy.
Jest Pani szefową stowarzyszenia zrzeszającego rodziny zastępcze. Skąd wzięła się u Pani potrzeba wspierania właśnie tej grupy?
Pieczę zastępczą poznałam w 2007 roku w swojej pierwszej pracy, czyli w Ośrodku Adopcyjno Opiekuńczym we Wrocławiu, gdzie pełniłam funkcję pracownika socjalnego. Pod moją opieką były rodziny zastępcze, ale miałam też kontakt z rodzicami biologicznymi, którzy stracili władzę rodzicielską nad dziećmi. Wtedy już wiedziałam, że sama chcę zostać rodziną zastępczą. Po kilku latach zrobiłam odpowiednie szkolenie i od 2013 roku (z przerwami) pełnię tę funckję.
Zauważyłam duże poczucie osamotnienia wśród osób, które zajmowały się pieczą zawodowo i w ramach niezawodowych rodzin zastępczych. Potrzebowały wzajemnej integracji, pomocy w trudnych sytuacjach, których nie brakuje, wsparcia w terapii i rehabilitacji dzieci, ale też reprezentacji wobec organów władzy. I tak powstało Stowarzyszenie Podaruj Dzieciom Szczęście.
Jakie są największe wyzwania, z którymi mierzą się dziś rodziny zastępcze w naszym powiecie i jak Wasza organizacja pomaga im je pokonywać?
Praca Stowarzyszenia realnie przyczynia się do tego, w jaki sposób funkcjonują obecnie rodziny zastępcze w powiecie oleśnickim, głównie jeśli chodzi o rodziny zawodowe. Organizujemy spotkania i wyjazdy integracyjne, wspieramy w trudnych sytuacjach, pomagamy w usamodzielnianiu się wychowanków, współpracujemy z Bankiem Żywności we Wrocławiu. To, co jest wyzwaniem, to niestety rzeczy, które wykraczają poza kompetencje Stowarzyszenia. Dramatycznie brakuje rodzin zastępczych, coraz więcej dzieci, w tym także niemowlaków potrzebuje zaopiekowania z uwagi na niewydolność czy dysfunkcyjność rodziców biologicznych. Wsparcie instytucjonalne jest zbyt małe. Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że zarobki rodzin zastępczych nie są wysokie, co nie zachęca kolejnych osób do pełnienia tej funkcji. Bycie rodzicem zastępczym to trudna rola i nie każdy może ją pełnić. Nie wystraczy sama chęć niesienia pomocy. Wymaga otwartości, gotowości na zmiany, ogromnych pokładów cierpliwości, ale też umiejętności szukania pomocy w trudnych sytuacjach. Zachęcam do kontaktu ze Stowarzyszeniem osoby, które chciałby wiedzieć więcej na temat pieczy zastępczej czy adopcji.
Jak udaje się Pani zachować balans między tak silnym zaangażowaniem w sprawy społeczne a życiem prywatnym?
Muszę uczciwie przyznać, że często nie udaje mi się go zachować, ponieważ w każde działanie wkładam mnóstwo serca i zaangażowania. Te światy wzajemnie się przenikają. Moje dzieci od zawsze widzą mamę pomagającą i w naturalny sposób, na miarę swoich możliwości biorą we wszystkim udział. Zawsze było dla mnie bardzo ważne, żeby nauczyć je empatii i myślenia o drugim człowieku.

Już w maju premiera Pani pierwszej bajki pt. „Kłodziaki”. Czy pisanie dla dzieci było marzeniem „od zawsze”, czy impulsem pod wpływem obecnej pracy w kulturze?
Zawsze lubiłam pisać teksty na rożne okazje – spektakle, kabarety, słowa piosenek. Przychodzi mi to z dużą łatwością i daje mi mnóstwo przyjemności. Praca w kulturze otworzyła mi wiele możliwości. Dzięki niej mogę spełniać różne swoje artystyczne marzenia – gram na scenie, reżyseruję, a teraz wydaję bajkę dla dzieci. Napisałam ją przed dwoma laty i tak przeleżała w szufladzie czekając na swój czas. Uznałam, że ten rok będzie odpowiedni na zabranie dzieci w świat Kłodziaków. Tworzę cały ich ekosystem – poza drukowaną bajką, piszę piosenki o Kłodziakach, kołysanki, nagrywam audiobooka. Zachęcam do obserwowania profilu Kłodziaków na FB oraz polubienia kanału na YouTube, ale najbardziej zachęcam każdego do spełniania swoich marzeń.
Kim są tytułowe Kłodziaki? Czy ich przygody mają uczyć, bawić, czy może przenosić dzieci w świat lokalnych realiów?
Kłodziaki, to leśni bohaterowie stworzeni z kłody drewna. W pierwszej części to Dębuś, Gajka i Listek, którzy pochodzą z drewna dębowego. W radosny sposób będą uczyć dzieci empatii oraz zachęcać do odkrywania uroków natury i tajemnic otaczającego nas świata. Nie zabraknie także kolorowych psot, które z pewnością mogłyby być udziałem każdego dziecka.
Jak wyglądał proces pisania? Czy trudno jest pisać dla najmłodszego czytelnika, będąc osobą tak mocno stąpającą po ziemi w pracy zawodowej
Z wykształcenia jestem pedagogiem. Poza tym wydaje mi się, że mam wrodzoną umiejętność podążania za dzieckiem i jego potrzebami. Lubię pisać o rzeczach wartościowych z perspektywy rozwoju dziecka. Samo pisanie jest dla mnie procesem spontanicznym i sprawia mi mnóstwo frajdy. Daje mi rewelacyjną możliwość oderwania się od codziennych zadań i pośpiechu. Wszystko co stworzę testuję na własnych dzieciach. Cudownie jest widzieć zachwyt na ich twarzach! Mam nadzieję, że innym dzieciom moja twórczość spodoba się tak, jak moim.
Jest Pani mieszkanką Oleśnicy, ale zawodowo związana jest Pani z sąsiednią gminą. Czy czuje Pani, że to przenikanie się środowisk pomaga Pani patrzeć na lokalną kulturę z innej perspektywy?
Praca w małej aglomeracji wymaga trochę innego podejścia, planowania i realizacji niż w dużym mieście. Oddałam Gminie Dziadowa Kłoda serce i często mówię, że to „moja gmina”, ale dzięki temu, że w niej nie mieszkam łatwiej spojrzeć mi na nią obiektywnie.
Jedno ma dla mnie największe znaczenie bez względu na to, gdzie się pracuje i nie mówię tu tylko o sektorze związanym z kulturą – trzeba mieć w sobie otwartość i nie tracić z pola widzenia drugiego człowieka. Wtedy odpowiadanie na potrzeby ludzi przychodzi w naturalny sposób i ma większą szansę na powodzenie. Ale też nauczyłam się, że bez względu na to jak bardzo się staram, nie zadowolę wszystkich. Robię swoje najlepiej jak potrafię.
Czy „Kłodziaki” to początek dłuższej serii literackiej, czy może planuje Pani kolejne projekty łączące kulturę ze wsparciem społecznym?
Kłodziaki to będzie seria bajek dla dzieci. Pierwsza część ma tytuł „Kolorowe psoty” i odkrywa przed dziećmi tajemnice ośrodka kultury. Kolejne pełne będą leśnych przygód uczących dbania o las i zwierzęta oraz podróży naszych bohaterów, zachęcających do odkrywania uroków świata. Mogę Wam zdradzić, że w kolejnych częściach poznacie nowych członków kłodziakowej rodziny.
Nasz cykl opowiada o inspirujących kobietach. Co dla Pani oznacza bycie „kobietą inspirującą”?
Dla mnie inspirująca kobieta to taka, która swoim działaniem, sposobem życia czy pasją motywuje innych do działania, do zmiany, do rozwoju, do pracy nad sobą. Miałam ogromne szczęście spotkać kilka takich fantastycznych osób na swojej drodze.
Gdyby miała Pani wolne popołudnie tylko dla siebie – bez telefonu, spraw urzędowych i stowarzyszenia – jak najchętniej spędziłaby Pani ten czas w Oleśnicy lub okolicach?
Z całą pewnością spędziałabym je z rodziną poza Oleśnicą, bo tylko wtedy mamy szansę oderwać się w pełni od spraw związanych z codziennymi obowiązkami. Uwielbiamy wspólnie zwiedzać zakątki Polski, dlatego często organizujemy sobie wspólne wyjazdy. Rzadziej popołudnia, raczej całe weekendy, ponieważ wspólne spanie poza domem ma dla naszych dzieci wyjątkowe znaczenie. Warunek jest jeden – rodzice jadą bez laptopów i tej zasady staramy się trzymać.