Budżet dla mieszkańców, nie dla radnych? Skarga oleśniczanina wywołała dyskusję
W piśmie Kembłowski podkreśla, że budżet obywatelski został stworzony jako narzędzie umożliwiające mieszkańcom bezpośredni udział w decydowaniu o wydatkach miejskich, a projekty powinny pochodzić przede wszystkim od obywateli, nie od radnych. Jak argumentuje, udział radnych w składaniu projektów zaburza równość tego procesu, ponieważ posiadają oni przewagę wynikającą z doświadczenia formalnego, wiedzy urzędniczej i rozpoznawalności.
– W związku z tym wnioskuje o podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie możliwości składania projektów do Budżetu Obywatelskiego przez radnych oraz o zapewnienie, by narzędzie to pozostało formą faktycznej partycypacji społecznej, a nie elementem działalności osób pełniących funkcje publiczne- zaapelował Arkadiusz Kembłowski.
Do skargi, która pojawiła się w mediach społecznościowych, odniósł się radny Mirosław Płaczkowski. Jak zaznacza, złożył łącznie 14 projektów do Oleśnickiego Budżetu Obywatelskiego, z czego 7 wygrało, w tym 5 w okresie, gdy nie był jeszcze radnym.
– Z definicji „budżet obywatelski jest formą konsultacji społecznych, w których mieszkańcy decydują w bezpośrednim głosowaniu o części wydatków gminy” – przypomina Płaczkowski. – Zakazanie radnym, czyli także mieszkańcom, składania projektów do budżetu obywatelskiego byłoby niejednolitym traktowaniem jednej grupy mieszkańców tylko ze względu na pełnioną funkcję publiczną. Uważam wręcz, że ze względu na zaufanie społeczne to właśnie radny jest idealną osobą do składania projektów w imieniu własnym lub mieszkańców.
Radny odniósł się też do zarzutów dotyczących tzw. „wiedzy urzędniczej” i rzekomej przewagi formalnej radnych:
– Radny nie jest urzędnikiem miejskim, lecz reprezentantem mieszkańców. Złożenie wniosku nie wymaga żadnej tajemnej wiedzy ani specjalnych umiejętności formalnych. Co roku robi to w Oleśnicy kilkadziesiąt osób, więc nie można mówić o braku kompetencji mieszkańców. Wystarczy pomysł i podstawowa obsługa komputera – wyjaśnia.
Odnosząc się do kwestii promocji i rozpoznawalności, Płaczkowski dodaje:
– Każdy dysponuje takimi samymi narzędziami i może wykazać się inwencją. Miasto nie promuje żadnych konkretnych projektów, każdy projektodawca robi to sam. Nie ma też możliwości wpływu na liczenie głosów czy ocenę projektów, więc nikt nie jest faworyzowany.
Radny przypomina również, że wprowadzenie zakazu dla radnych byłoby sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego traktowania obywateli:
– Gmina, ustalając zasady konsultacji społecznych, nie może naruszać konstytucyjnych praw obywateli, a taki zakaz zostałby uchylony w trybie nadzoru wojewody – podkreśla.
Płaczkowski zaznacza też, że w praktyce często pomaga mieszkańcom, zwłaszcza seniorom, którzy nie potrafią samodzielnie złożyć wniosku:
– Kiedy dzwonią do mnie osoby starsze z prośbą o ławeczki przy ul. Krzywoustego czy Wileńskiej, nie każę im składać projektu – po prostu pomagam. Wiem, że realizacja projektu wymaga zaangażowania i czasu, a nie „wiedzy tajemnej”.
Na koniec radny przyznaje, że sam widzi potrzebę korekty zasad budżetu obywatelskiego:
– Regulamin OBO wymaga zmian, zwłaszcza w zakresie komisji weryfikującej, składania reklamacji czy szerszego opiniowania projektów. Zgłaszałem poprawki na marcowej sesji Rady Miasta, ale nie zostały przyjęte. Ponieważ partycypacja społeczna jest mi bardzo bliska, będę nadal przekonywał Radę do wprowadzenia zmian – zapowiada.