Choroba zmienia wszystko. Marek Przewoźniak walczy o życie i nadzieję
– Jestem ogromnie zaskoczony tym, jak wielu ludzi okazuje mi wsparcie – nie tylko finansowe, ale też emocjonalne – mówił wzruszony Marek. – Przyszedł moment, kiedy trzeba schować dumę do kieszeni. Państwo nie oferuje wiele osobom w mojej sytuacji. Jedyne, na co możemy liczyć, to podstawowa opieka medyczna.
Z perspektywy choroby Marek dostrzega, jak ważna jest profilaktyka. – To prawda, że „mądry Polak po szkodzie” – przyznaje. – Trzeba dbać o siebie, regularnie się badać, prowadzić zdrowy tryb życia. Powinniśmy wrócić do życia w harmonii z naturą, do koegzystencji z przyrodą. Tylko tak możemy zadbać o swoje zdrowie naprawdę.
Choroba Marka – przewlekła białaczka – przekształciła się w ostrą postać białaczki szpiku kostnego. – Jestem przyparty do muru – mówi wprost. – Wkrótce zaczynam czwarty cykl chemioterapii. Jedyną realną szansą na przedłużenie życia choćby o kilka lat jest przeszczep szpiku. Zostałem zakwalifikowany, teraz trwa poszukiwanie mojego genetycznego bliźniaka.
W trudnych chwilach myśli coraz częściej kieruje ku wierze. – Mówią, że jak trwoga, to do Boga – uśmiecha się Marek. – Wojtek Bartnik, człowiek głębokiej wiary, powiedział mi kiedyś, że ludzie często błądzą, ale w obliczu cierpienia szukają ratunku. Nawet jeśli wcześniej ktoś był wierzący, ale niepraktykujący, w obliczu choroby zaczyna szukać pocieszenia w Bogu. Dziś to właśnie w Bogu i w lekarzach pokładam swoją nadzieję.
Choć fizycznie Marek czuje się całkiem dobrze, psychicznie jest rozbity. – Ta choroba to jak wyrok – przyznaje szczerze. – Ale medycyna idzie do przodu, a ja walczę o to, by zyskać jeszcze kilka lat życia. Gdybym mógł coś zmienić? Na pewno zwolniłbym tempo. I po prostu… żył.