Rodzeństwo Maciejczyków nie tylko uprawia truskawki, ale też edukuje swoich klientów

Red | Red
Rodzeństwo Maciejczyków nie tylko uprawia truskawki, ale też edukuje swoich klientów

Gospodarstwo rodziny Maciejczyków z Jenkowic rozpoczyna zbiory truskawek. Te, które rosną w tunelach już trafiają do pierwszych klientów. Ostatnie dni nie były jednak dla plantatorów najłatwiejsze.

Sezon, który właśnie się rozpoczyna, można określić jednym mianem – jest zaskakujący. Choć zapewne dla właścicieli takich plantacji, jak ta jenkowicka, to zbyt łagodne określenie. Po bardzo ciepłym początku kwietnia, jego ostatnie dni przyniosły przymrozki. A te dosłownie zdziesiątkowały truskawki rosnące w gruncie. – Co roku liczymy się z trudami pracy na gospodarstwie, ale co roku też mamy nadzieję, że praca całej naszej rodziny przetrwa różne pogodowe anomalia – mówi Weronika Maciejczyk, która wraz z bratem Karolem i rodzicami prowadzi plantację pod Oleśnicą. – Kiedy przychodzi taka noc, podczas której ginie sto procent kwiatów potrzeba kilku dni, aby wrócić do równowagi i odzyskać wiarę.

– Truskawki będą, a my zrobimy wszystko, by ułatwić im regenerację i owocowanie – podkreśla pani Weronika, odnosząc się do strat w gruncie. – Rośliny muszą mieć czas, aby po tak dużych mrozach odzyskać witalność i wypuścić nowe kwiatostany.

Truskawki w tunelach się obroniły

Plantacja w gruncie została zniszczona przez przymrozek, ale te w tunelach owoce przetrwały i już trafiają do pierwszych klientów. Sukcesywnie będzie ich coraz więcej, co już cieszy wiernych klientów Truskawek Od karola.

Maciejczykowie, którzy od kilku lat edukują klientów i w tym roku zwracają ich uwagę na pochodzenie truskawek. Na polskim rynku pojawiły się już bowiem zagraniczne truskawki. Czym różnią się one od tych, które uprawiane są na naszych polach? – Polska truskawka nie będzie zawsze do końca wybarwiona, nie będzie stuprocentowo kształtna. Jedna będzie większa, druga mniejsza. Pierwsze truskawki nigdy nie są idealne, a wynika to m.in. z warunków atmosferycznych, w jakich ona wzrasta – wylicza pan Karol Maciejczyk.

– Uważamy, że edukacja klientów jest naszym najważniejszym zadaniem – dodaje Weronika Maciejczyk. – W jedzeniu tak naprawdę najważniejsze jest odżywianie. Zachęcamy, by jak najczęściej sięgać po produkty regionalne. To one mają najwięcej wartości odżywczych.  

– To właśnie lokalne produkty są najświeższe, bo droga z pola do sprzedaży jest najkrótsza – dodał Karol Maciejczyk, podkreślając, że polscy producenci podnoszą jakość i starają się je dostarczać na rynki lokalne. Chcą, by klienci poznali prawdziwy smak truskawki, która rośnie na polskiej wsi, a nie takiej, która jest zbierana jako zielony owoc i musi dojrzeć podczas kilkudziesięciogodzinnej drogi do Polski. 

– Chcemy też, by Polacy zrozumieli, że truskawka, która pojawia się w handlu w kwietniu, czyli bardzo wcześnie, pochodzi z polskiej szklarni. Później wchodzą uprawy tunelowe, takie jak u nas – wyliczał Karol Maciejczyk, apelując do klientów, by pytali sprzedawców, skąd pochodzą owoce, by byli dociekliwi. 

Samozbiory? Tak, ale trochę później

Maciejczykowie są jednymi z pierwszych w kraju organizatorów samozbiorów truskawek. Organizują je na swojej plantacji, zawsze w drugiej części sezonu. W tym roku samozbiory też się odbędą, choć, ze względu na przymrozki i związane z nimi straty, prawdopodobnie dużo później.

– Bardzo cenimy sobie ten kontakt z naszymi klientami i budowanie naszej truskawkowej społeczności – mówią nasi rozmówcy. – Całe rodziny pojawiają się wtedy u nas, a my staramy się, by był to dla nich dzień pełen atrakcji. To też okazja do rozmów na temat lokalnych produktów. Na temat tego, co można z nich zrobić, jakie przetwory przygotować na zimę. Przy okazji nasi klienci sami przekonują się o tym, jak wygląda nasza praca. Sami zrywają truskawki do koszyków, przynoszą je do zważenia i – co dla nas ważne – wiedzą, co kupują. Poza tym cena owocu, który klienci sami zbiorą jest dużo niższa od tej, którą muszą zapłacić, kupując ją na stoisku.

Nowe sadzonki w tunelach co roku

Maciejczykowie mają cztery tunele z truskawkami. W każdym, na 10 arach rosną owoce. Razem 18 tysięcy sztuk. Wszystkie sadzone ręcznie. – Te, z których owoce zbieramy w tym roku były posadzone latem ubiegłego roku – mówią plantatorzy. – Te sadzonki w kolejnych sezonach też dawałyby owoce, ale nam zależy nam tym, by w jak największym stopniu ograniczyć wszelkiego rodzaju choroby, by sadzonka była wydajna.

– Mamy spokojniejszą głowę, gdy z rok na rok mamy nowe nasadzenia i dobrze przygotowaną glebę, która przed kolejnymi nasadzeniami będzie odpoczywać przez co najmniej miesiąc – mówi pani Weronika.

Na polu sadzonki są wymieniane co 2-3 lata. – To jest inna specyfika uprawy – wyjaśnia Karol Maciejczyk. – Tam nie ma takiego mikroklimatu, jaki panuje pod tunelami.

Najnowsze informacje na temat sprzedaży truskawek a także relacje z naszej pracy na plantacji czytelnicy mogą obserwować na oficjalnych profilach „Truskawki od Karola”: na Facebooku, Instragramie i na TikToku.

materiał promocyjny

Udostępnij:
REKLAMA