Każdego roku zapala znicz swojemu wybawcy
Po naszym artykule o Justynie Janickiej z Oleśnicy, która 16 lat temu przeszła przeszczep wątroby, historią oleśniczanki zainteresował się „Fakt”.

Przypomnijmy, że choroba spadła na 20-letnią Justynę z Oleśnicy jak grom z jasnego nieba. Początkowo jedynie swędziała ją skóra głowy. – Myślałam, że to może zły szampon – wspomina na łamach ogólnopolskiej gazety. – Gdy objawy się nasiliły i przeniosły na inne części ciała, poszła do lekarza. Ten wstępnie stwierdził żółtaczkę. Dopiero szczegółowe badania ujawniły dramatyczną diagnozę – rzadka choroba Wilsona. Kobieta cierpiała na nią od lat, nic o tym nie wiedząc. W tym czasie jej organizm magazynował miedź. Okazało się, że przeszczep wątroby to konieczność. – 29 listopada 2004 roku trafiłam do szpitala, a 11 grudnia już miałam przeszczep – wspominała Justyna Janicka. – Gdy przebudziłam się po operacji, stało się coś dziwnego. Przepraszałam mamę za wypadek, ale żadnego wypadku nie miałam – mówi.
Pani Justyna wierzy, że we śnie zobaczyła wypadek, w którym zginął jej dawca i poczuła jego energię. – Nazwiska dawców są chronione, ale rodzicom udało się ustalić, że wątrobę podarował mi 24-latek, który zginął właśnie w wypadku samochodowym – mówi.
– Od 16 lat co roku we Wszystkich Świętych zapala znicz nieznajomemu wybawcy, któremu zawdzięcza życie. Uważa go za bohatera, podobnie jak wszystkich, którzy świadomie deklarują oddanie narządów po śmierci – pisze „Fakt”. – Sama też chce wykorzystać cenny dar w pełni, mimo iż zdrowie nadal jej dokucza. Pracuje w biurze obsługi klienta, lubi spacerować i jeździć koleją, co do jeszcze niedawna było dla niej nieosiągalne przy kolejnych powikłaniach.
/źródło: Fakt/