O protestach w Oleśnicy rozmawiamy z ich inicjatorką: To, że mieszkamy w małym mieście nie znaczy, że mamy siedzieć cicho

Red | Red
O protestach w Oleśnicy rozmawiamy z ich inicjatorką: To, że mieszkamy w małym mieście nie znaczy, że mamy siedzieć cicho

Dzisiaj kolejna odsłona manifestacji przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. O tym, jak udało się poruszyć mieszkanki Oleśnicy rozmawiamy z Barbarą Kowiel, inicjatorką protestów w naszym mieście.

W którym momencie pomyślała Pani o tym, by wezwać oleśniczan do wspólnego protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego?

Na co dzień otaczają mnie cudowne kobiety, ich dobro zawsze leżało mi na sercu. Jestem też mamą dziewczynki, mam dwie młodsze siostry. To chyba troska o nie powoduje, że chcę coś zmienić. W naszym kraju od dawna dzieją się rzeczy, które nie mieszczą mi się w głowie, ale wyrok Trybunału Konstytucyjnego po prostu przelał czarę goryczy. Jak widać zresztą nie tylko u mnie. Widziałam co się święci, śledzę na bieżąco działania Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Usłyszałam też, że Oleśnica jest za mała na takie akcje, ale jak widać ten ktoś się mylił. To, że jesteśmy małym miastem nie obliguje nas do tego, żeby siedzieć cicho i czekać co powiedzą ci na górze. Oleśnica jest pełna mądrych i wspaniałych kobiet, szkoda nie wykorzystać takiego potencjału.

Co Panią najbardziej oburza w próbie zaostrzenia przepisów?

W samym wyroku Trybunału Konstytucyjnego najbardziej dotyka mnie fakt, że kobietom odbiera się podstawowe prawo człowieka, czyli prawo wyboru! Szczytem okrucieństwa jest zmuszanie kobiety do noszenia w swoim ciele płodu obciążonego wadami letalnymi. Nasze ciało nie jest trumną ani inkubatorem, a z medycznego punktu widzenia taka ciąża realnie zagraża życiu kobiety. Często skreśla jej szansę na bycie matką w przyszłości, o innych konsekwencjach chyba nie muszę wspominać. Uważam, że każdy zdrowo myślący człowiek nie powinien skazywać drugiego człowieka na tak niewyobrażalne cierpienie.

W całym tym zamieszaniu, pomijając wypowiedzi niektórych polityków, które są całkowicie poza jakąkolwiek krytyką, chyba najbardziej przykry jest fakt, że środowiska prolife tak bardzo lubią wycierać sobie twarz osobami z Trisomią 21, tzw. zespołem Downa. Zawsze przy tego typu dyskusjach epatują pięknymi obrazkami, nazywają nas morderczyniami, tak jakbyśmy dybały na każde dziecko z jakąkolwiek wadą genetyczną. A prawda jest inna, nigdy nie pokazują tych prawdziwych zdjęć, dzieci z bezmózgowiem, bez oczu, czy całych głów, które zaraz po odcięciu pępowiny obumierają. Ale zanim to się stanie w ciele kobiety dochodzi do straszliwych zmian, często nieodwracalnych. Dlatego terminacja medyczna ciąży, nie aborcja eugeniczna, jest tak potrzeba. Oczywiście, są kobiety, które nigdy nie poddałyby się temu zabiegowi, urodziłyby dziecko z pełną świadomością i odpowiedzialnością, ale są kobiety, które nie będą w stanie udźwignąć takiego ciężaru, a wtedy smutny koniec może być taki, że zamiast jednego życia, utracimy dwa. Aborcja zawsze jest ciężką decyzją, zarówno dla mamy, jak i dla taty, zawsze pozostawia w psychice rodziców ogromny ból, ale czasami jest jedynym rozwiązaniem.

Dzisiaj trzeci spacer po Oleśnicy, podczas którego mieszkańcy zaprotestują przeciwko zaostrzeniu przepisów związanych z aborcją. O co chce Pani zaapelować?

Wszyscy wiemy, kto jest winny tej sytuacji, ale uprzejmie proszę, żeby podczas trzeciego marszu hasła wykrzykiwane w stronę rządzącej partii nie przyćmiły prawdziwej idei tego spotkania. Zapewniam, że na tę okoliczność mamy spory repertuar.

Dodałabym tylko jeszcze, że każda z nas ma własne sumienie i to z nim musi się mierzyć, a nie z episkopatem lub partią polityczną.

Udostępnij:
REKLAMA