„Sala obrad to nie miejsce polowania na czarownice”
Przed podjęciem decyzji w sprawie niewygaszania mandatu Robertowi Sarnie, na sali obrad odbyła się gorąca dyskusja.
– Po ostatecznej końcowej opinii każdy z członków komisji skarg mógł podjąć decyzję, czy pan radny złamał prawo, czy nie. Sprawa nie była prosta. Pan radny wyrażał przekonanie, że nie widzi nic niezgodnego z prawem, co trochę dziwi – mówił Marek Czarnecki. – Nie bez znaczenia był fakt, że wyposażenie i zaopatrzenie sklepu stanowi wspólność majątkową pana Roberta i jego żony. Pan radny nie odpowiedział też na wiele pytań, odwołując się do złożonego na początku oświadczenia.
– Nie chcemy mieć cienia wątpliwości, czy postępowanie na majątku gminy jest właściwe – mówił Czarnecki, podkreślając również, że sala obrad to nie miejsce polowania na czarownice.
– Miałem się odnosić się do kilkunastu nieprawdziwych zdań w opinii, ale powiem tylko, że nie będę brał udziału w głosowaniu – skwitował jedynie Robert Sarna.
– To polowanie się odbyło i trwało półtora roku – komentował Michał Kołaciński. – Żadna z przesłanek przedstawionych przez radcę prawnego nie miała tutaj miejsca.
Do osoby „Adama Wareckiego”, którego pismo było podstawą wszczęcia postępowania wobec Sarny, wrócił Damian Siedlecki. – Ten, kto powołał tę postać do życia, musiał dostać wiele „lep na kark” – powiedział, zarzucając też rządzącej koalicji, że przesuwała głosowanie nad tą uchwałą ze względu na sesję absolutoryjną. – Czekaliście jak Robert Sarna wtedy zagłosuje – mówił.
– A pan nie pamięta, jak kilka miesięcy temu czołgał innego radnego? – pytał Marek Czarnecki.
Dyskusję przerwał Aleksander Chrzanowski, który zarządził głosowanie. 17 radnych było za, przeciw 0, wstrzymujących się 0, a Robert Sarna nie wziął udziału w głosowaniu.