Od wstydu na emigracji po „Wróble w śmietanie”
Ziarno pod stworzenie Izby Pamięci zostało zasiane tysiące kilometrów od Oleśnicy, w Wielkiej Brytanii, gdzie Monika Małobęcka-Wzgarda spędziła pięć lat. Jak sama przyznaje, to właśnie na emigracji zderzyła się z brakiem wiedzy o własnych korzeniach. – Wróciłam z Anglii z nastawieniem, żeby odnaleźć swoją tożsamość. Tam poczułam, że byłam nijaka – wspomina. – Miałam przyjaciół górali, którym zazdrościłam ich strojów, tradycji, tej tożsamości. Sama czułam, że jej nie mam. Nie umiałam nic o sobie powiedzieć. Gdy sędziwi Brytyjczycy pytali mnie o przeszłość, niewiele potrafiłam powiedzieć o swoim rejonie. Było mi z tego powodu wstyd.
To uczucie stało się motorem napędowym do działania po powrocie do Polski. Choć Monika Małobęcka-Wzgarda wybrała studia pedagogiczne, to przez kolejne lata wszystkie jej prace akademickie skupiały się wokół śledzenia historii i tożsamości gminy Oleśnica.
Tajemnica „wróbli w śmietanie”
Kluczem do odkrywania lokalnej przeszłości okazała się własna rodzina, a dokładnie – babcia. Dyrektorka GOK wróciła do historii, których słuchała w dzieciństwie, a które z perspektywy małej dziewczynki wydawały się absurdalne lub niezrozumiałe. – Niejako ją wyparłam, a wróciłam do niej już jako osoba dojrzała – opowiada o relacji z babcią. – Kiedyś jako dziewczynka zapytałam babcię, jakie danie zapamiętała najlepiej ze swojego dzieciństwa. Odpowiedziała, że wróble w śmietanie. Jako dziecko nie mogłam w to uwierzyć: jak to, babcia jadła wróble? Wtedy zostawiłam tę historię, nie chciałam o niej myśleć.

Po latach powróciła do tego pytania. Odpowiedź obnażyła dramatyzm wojennej i powojennej biedy. Babcia opowiedziała, że w domu nie było co jeść, więc prababcia wybierała z gniazd nieopierzone jeszcze wróble i gotowała z nich posiłek.
– Śmietana w domu była, bo była krowa, która zresztą spała w domu z rodziną. I te wróble w śmietanie były pyszne. Uśmiechała się, gdy o tym opowiadała, siedząc przy piecu. Od tego momentu zaczęłam nagrywać i zbierać historie – wspomina ze wzruszeniem dyrektorka.
Wspomnienia babci, w tym nagrana zupełnie przypadkiem piosenka, stały się kanwą dla filmu zatytułowanego właśnie „Wróble w śmietanie”. Znalazła się w nim także inna poruszająca opowieść – o cukierkach, które babcia przez całe życie chowała i jadła w ukryciu. W czasach biedy był to prawdziwy rarytas, a silne emocje z tym związane pozostały w niej na zawsze, jako trauma.
Zboże, mąka i przemilczane korzenie
Szybko okazało się, że w gminie Oleśnica jest więcej historii domagających się utrwalenia. Kolejnym etapem filmowych poszukiwań był obraz „Chleb z zielonej mąki”. Dokument ten opowiada o powojennym głodzie i dramatycznych próbach przetrwania, których symbolem stały się wypieki z niedojrzałego zboża. Tę historię opowiedziały przed kamerą panie Kozioł i Biegańska – kobiety, które połączyła przyjaźń na całe życie, zawiązana jeszcze na Kresach Wschodnich, a kontynuowana po przesiedleniu na Ziemie Odzyskane. Niezwykle trudna, ale i przełomowa, okazała się rozmowa z panem Fryczkowskim. Mężczyzna przez długi czas bał się opowiedzieć o tym, że pochodzi z niemieckiej rodziny, która po zakończeniu wojny zdecydowała się pozostać na tych terenach. – Opowiedział, jak jego matka wypiekała chleb dla polskiego wojska. Chcieli po prostu zostać na swojej ojcowiźnie i zależało im, by Polacy im zaufali – relacjonuje Monika Małobęcka-Wzgarda.
Rodzina pana Fryczkowskiego zmieniła nazwisko i pilnie uczyła się języka polskiego, a jego bracia służyli później w polskim wojsku. Z relacji mężczyzny wyłoniła się także dramatyczna, wręcz filmowa opowieść o tym, jak matka wraz z synami zdołała odbić ojca z obozu na wrocławskim Psim Polu.

Łzy wzruszenia zamiast wesołej potańcówki
Gromadzone nagrania i tworzone filmy stały się dla dyrektorki GOK doskonałym narzędziem do budowania lokalnej wspólnoty. – Zbierałam te materiały, robiłam filmy i dzięki nim ściągałam tutaj ludzi, pokazywałam im te nagrania – opowiada dyrektorka.
Przełomowym momentem okazało się spotkanie zorganizowane pod pretekstem otwarcia wystawy starych, ocalonych z domów przedmiotów. Pani Monika przygotowała wówczas dla zebranych gości prezentację historycznych pocztówek. – Planowałam, że to spotkanie zakończy się potańcówką, że będzie po prostu wesoło – wspomina ze wzruszeniem. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. – Oni wszyscy płakali ze wzruszenia. Atmosfera była tak podniosła, że nigdy nie byłam na tak mocno patriotycznym spotkaniu. Wtedy pojęłam, jak to jest dla nich bardzo ważne, że ktoś o nich pamięta.
Od oddolnej inicjatywy do profesjonalnego archiwum
Zanim Izba Pamięci przybrała obecny, sformalizowany kształt, działała właśnie jako oddolna inicjatywa mieszkańców. Przedmioty codziennego użytku były gromadzone m.in. dzięki zaangażowaniu mamy pani Moniki, Jadwigi Bodo. Dopiero z czasem GOK napisał projekt, dzięki któremu pozyskano profesjonalne gabloty, a patronat nad miejscem objęła dyrektorka wrocławskiego Muzeum Etnograficznego.
Oficjalnie Izba Pamięci Gminy Oleśnica powstała w 2015 roku. Dziś jest to miejsce, które łączy pokolenia i skupia wiele grup odbiorców na zajęciach o lokalnych tradycjach. Głównym celem działalności Izby jest prowadzenie ciągłych badań społecznych oraz budowa cyfrowego archiwum poprzez rejestrowanie narracji biograficznych. Co ważne, w proces ten angażowana jest dziś młodzież.