Niewinny ból brzucha, przerażająca diagnoza. 14-letnia Marysia z Sycowa walczy z guzem
Historia Marysi pokazuje, jak szybko i drastycznie może zmienić się życie całej rodziny. Zamiast cieszyć się wakacjami, 14-latka i jej bliscy toczą codzienną walkę na szpitalnych korytarzach.
Niepokojące objawy i szybka diagnoza
Wszystko zaczęło się w pierwszym tygodniu lipca. Marysia zaczęła uskarżać się na ból brzucha. Rodzice początkowo mieli nadzieję, że to jedynie niegroźna, przejściowa dolegliwość. Niestety, kolejne dni przynosiły ten sam niepokój, a ból nie ustępował. Rodzina natychmiast udała się na Szpitalny Oddział Ratunkowy. – Wiedzieliśmy, że nie możemy czekać. Na SOR-ze okazało się, że Marysia ma bardzo wysokie CRP. Następnie nasza córka została przewieziona do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. T. Marciniaka we Wrocławiu – relacjonują rodzice dziewczynki.
Tam rozpoczęła się seria wyczerpujących badań, a każda godzina oczekiwania na wyniki dłużyła się w nieskończoność. 8 lipca usłyszeli diagnozę, w którą początkowo nie mogli uwierzyć: guz jajnika.
Dramatyczna decyzja na sali operacyjnej
Zaledwie dzień po postawieniu diagnozy, 9 lipca, Marysia trafiła na stół operacyjny. Rodzice czekali na korytarzu pełni strachu, ale i nadziei, że chirurdzy trwale pozbędą się problemu. Zamiast tego usłyszeli informacje, które odebrały im mowę.
Guz okazał się zbyt duży, wyjątkowo wrażliwy i mocno unerwiony. Próba jego natychmiastowego usunięcia stanowiłaby bezpośrednie zagrożenie dla życia 14-latki. Zrozpaczeni rodzice musieli podjąć dramatyczną decyzję: ryzykować wycięcie zmiany, czy zatrzymać operację i podać chemię, by zmniejszyć masę guza. Wybrali bezpieczniejsze rozwiązanie i wstrzymali zabieg.
Nowa codzienność: moda ustępuje miejsca szpitalnej sali
Od 13 lipca Marysia przebywa pod opieką specjalistów we wrocławskim „Przylądku Nadziei”, gdzie przyjęła już pierwszą chemioterapię. Obecnie czeka na drugi wlew oraz wyniki badań, które pokażą, czy organizm pozytywnie reaguje na wdrożone leczenie.
Przed diagnozą Marysia była pełną pasji nastolatką. Kochała świat kosmetyków i mody. Z zachwytem śledziła nowe trendy, czerpiąc inspiracje z wielkich domów mody. Cieszyła się drobnymi, codziennymi rzeczami.
Dziś jej rzeczywistość to kroplówki, szpitalne łóżko i trudne leczenie.
Rozdzielona rodzina prosi o wsparcie
Choroba dziecka wymusiła na rodzinie z Sycowa całkowitą reorganizację życia. Mama cały czas czuwa przy Marysi w szpitalu. – Trzymam ją za rękę, rozmawiamy, wspieramy się i przechodzimy przez każdy kolejny dzień razem. Mój mąż w tym czasie opiekuje się naszym synkiem Maksymilianem w domu i pracuje. Każdą wolną chwilę spędza z nami, odwiedzając nas i dając Marysi tyle wsparcia, ile tylko może – opowiada mama dziewczynki.
Rodzinę czeka długa i niezwykle trudna droga. Nadchodzące miesiące będą generować ogromne koszty, którym rodzice nie są w stanie sprostać samodzielnie. Środki finansowe będą potrzebne m.in. na: dalsze, specjalistyczne leczenie, niezbędne leki, regularne dojazdy do wrocławskiej kliniki, przyszłą rehabilitację i powrót do pełni sił.
Jak możesz pomóc? Każda, nawet najmniejsza wpłata, przybliża Marysię do powrotu do zdrowia i dawnego życia pełnego młodzieńczych marzeń. Wierzymy, że społeczność regionu nie zostawi rodziny Marków z Sycowa samych w tej trudnej walce.