Stare drzewa przegrały z zatoką autobusową. Radny o wycince na Kopernika: Typowy miejski greenwashing

Red | Red
Stare drzewa przegrały z zatoką autobusową. Radny o wycince na Kopernika: Typowy miejski greenwashing
Dla wielu oleśniczan zniknięcie dużych drzew w rejonie przychodni to cios w miejską zieleń.
W ostatnich dniach przelała się fala oburzenia w związku z wycinką okazałych drzew przy przychodni na ulicy Kopernika. Głos w sprawie zabrał miejski radny Mirosław Płaczkowski, który nie szczędzi gorzkich słów pod adresem decydentów, wytykając miastu ekologiczną hipokryzję.

Dla wielu oleśniczan zniknięcie dużych drzew w rejonie przychodni to cios w miejską zieleń. Jak jednak zauważa radny Mirosław Płaczkowski, z formalnego punktu widzenia wycinka nie powinna być niespodzianką. Plany rozbudowy ulicy zakładające usunięcie drzew istniały już od 2024 roku, a swój ostateczny kształt przybrały w kwietniu 2025 roku. Dlaczego więc temat wypłynął dopiero teraz, gdy na miejsce wjechał ciężki sprzęt?

– Podczas wieloletniego procesu planowania ani radny, mieszkaniec, czy aktywista nie jest w stanie monitorować każdego etapu projektu. Stąd zaskoczenie, lub nie, że decydentom zabrakło wyobraźni – tłumaczy Płaczkowski. Jak dodaje, kluczowe jest to, aby to właśnie osoby podejmujące decyzje wykazywały się wrażliwością na wartość przyrodniczą miasta.

Problem polega również na specyfice przepisów. Inwestycja realizowana jest na podstawie tzw. specustawy drogowej (ZRID). Ta decyzja automatycznie zastępuje odrębne zezwolenia na wycinkę i zwalnia inwestora z obowiązku przeprowadzania konsultacji społecznych. W świetle tych przepisów, nawet drzewa o wymiarach pomnikowych nie podlegają ochronie.

Zrównoważony rozwój w wersji oleśnickiej

Szczególne kontrowersje budzi fakt, w jakim celu poświęcono cenną zieleń. Stare drzewa musiały ustąpić miejsca zatoce autobusowej. – To niezły paradoks. Ułatwiamy mieszkańcom dojazd m.in. do przychodni, jednocześnie usuwając elementy środowiska, które realnie wpływają na zdrowie tych samych mieszkańców. Zrównoważony rozwój, wersja oleśnicka – ironizuje radny.

Płaczkowski punktuje również niespójność działań miasta z przyjętymi strategiami. Oleśnica wdraża Miejski Plan Adaptacji do zmian klimatu, w którym dużo miejsca poświęca się ochronie dojrzałego drzewostanu i zatrzymywaniu deszczówki. Według radnego, bez zmiany mentalności urzędników, MPA pozostanie jedynie „pięknie przygotowanym dokumentem w szufladzie ratusza”. Jako przykład podaje zaprzepaszczoną szansę na zasilanie pobliskiego Parku Kopernika wodami opadowymi z ulicy. Pomysł uznano za zbyt kosztowny, a na poszukiwanie zewnętrznych środków zabrakło determinacji.

Magia liczb, czyli miejski greenwashing

W ramach inwestycji na ul. Kopernika pod topór idą łącznie 22 drzewa, z czego aż 12 to naprawdę duże i wieloletnie okazy. W ramach rekompensaty miasto zaplanowało nasadzenie 42 nowych drzew. Radny podkreśla jednak, że czysta matematyka nie oddaje strat w ekosystemie. Młode sadzonki przez co najmniej dwie dekady nie będą w stanie pełnić funkcji (m.in. produkcji tlenu czy dawania cienia), jakie zapewniały wycięte giganty. Płaczkowski przypomniał, że już wcześniej apelował na sesji Rady Miasta, by za każde wycięte duże drzewo sadzono od 5 do nawet 10 nowych.

Projekt przebudowy przewiduje także posadzenie ponad 6 tysięcy krzewów i roślin oraz stworzenie „parku kieszonkowego” na skwerze przy MasterMedzie. Radny przestrzega jednak przed huraoptymizmem.

– Liczba 6500 robi wrażenie, lecz pamiętajmy, że uwzględnia każdą sadzonkę żywopłotu, więc nie dajmy się zwieść. W zamian dostaniemy „park kieszonkowy”, a to po prostu modna nazwa na alejkę z ławką – ocenia Płaczkowski, nazywając te działania wprost: typowym miejskim greenwashingiem.

Drzewa to infrastruktura

Radny zastrzega na koniec, że nie sprzeciwia się samej rozbudowie ulicy Kopernika, która jest miastu potrzebna. Jego krytyka dotyczy wyłącznie sposobu podejścia do środowiska na etapie projektowania.

– Jestem przeciwnikiem sytuacji, w której zbyt łatwo rezygnuje się z dojrzałych drzew, traktując je jako przeszkodę. Duże drzewa nie są przeszkodą dla rozwoju miasta. Są częścią infrastruktury, równie ważną jak chodniki, drogi czy przystanki autobusowe – podsumowuje Mirosław Płaczkowski, apelując o mądrzejsze rozwijanie miasta, bez bezpowrotnej utraty tego, czego natura budowała przez dziesięciolecia.

Czytaj także

Udostępnij:
REKLAMA