Piekło przy Kleeberga 2b. „Tańczą na parapetach, rzucają telewizorami, policja jest bezradna”

Red | Red
Piekło przy Kleeberga 2b. „Tańczą na parapetach, rzucają telewizorami, policja jest bezradna”
Budynki na ul. Kleeberga w Oleśnicy zostały wybudowane przez miasto w 2010 roku.
Mieszkańcy bloku przy ul. Kleeberga 2b w Oleśnicy przeżywają prawdziwy horror. Choć osiedle sąsiaduje z Szkołą Podstawową nr 6, zamiast spokoju i bezpieczeństwa, codziennością są tu pobicia, całonocne libacje i przedmioty wylatujące z okien. „To miejsce to tykająca bomba” – pisze do nas zdesperowany czytelnik.

Sytuacja na osiedlu przy Kleeberga od dłuższego czasu wymyka się spod kontroli. Z relacji mieszkańców wyłania się obraz miejsca, w którym prawo i zasady współżycia społecznego przestały istnieć. Głównym ogniskiem problemów ma być klatka 2b, gdzie – według relacji – znaczna część lokatorów regularnie urządza imprezy zakrapiane alkoholem i innymi używkami.

Muzyka jak w dyskotece i dzwonienie do drzwi o 4 rano

Mieszkańcy skarżą się, że odpoczynek we własnym domu stał się niemożliwy. Muzyka puszczana z potężnych głośników zagłusza rozmowy domowników nawet w ciągu dnia. Nocami sytuacja jest jeszcze gorsza. – Normą jest dzwonienie domofonem do przypadkowych mieszkań o 3 czy 4 rano. Widok sąsiadów tańczących na parapetach okien na piętrach to tutaj smutna codzienność – relacjonuje nasz czytelnik.

Plac zabaw jako centrum libacji

Wiosną i latem problem przenosi się na zewnątrz. Osiedlowy plac zabaw, zamiast służyć dzieciom z pobliskiej „szóstki”, staje się areną kilkunastoosobowych „bali”. Grupy agresywnych osób okupują karuzele i zjeżdżalnie, pijąc alkohol, krzycząc i zaczepiając przechodniów. Wieczorne powroty do domu dla wielu osób wiążą się z ogromnym stresem.

Najbardziej przerażające są jednak akty bezmyślnej agresji i wandalizmu. Z okien bloku regularnie wylatują przedmioty. Pod wpływem substancji odurzających agresorzy niszczą wyposażenie mieszkań. Jeden z lokatorów wyrzucił z drugiego piętra telewizor, który – jak twierdzi świadek – o mało nie uderzył bawiącego się dziecka.

Pobicia i zastraszanie

Niestety, na wyzwiskach i hałasie się nie kończy. Nasz czytelnik padł ofiarą brutalnego ataku. We wrześniu ubiegłego roku, wracając z pracy po godzinie 23, został napadnięty przed własną klatką. – Dostałem cios w potylicę, potem w twarz. Zepchnięto mnie ze schodów, kopano po głowie i plecach – wspomina.

Mimo wykonania obdukcji i zgłoszenia sprawy na policję, postępowanie wciąż trwa, a sprawcy czują się bezkarni. Co więcej, ofiara jest zastraszana – agresorzy grożą jemu i jego rodzinie, próbując wymusić wycofanie zeznań. Podobny los spotkał młodą dziewczynę z sąsiedztwa, która była regularnie wyzywana i zastraszana bez żadnego powodu.

Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie. Jak twierdzą, policja jest wzywana regularnie, ale interwencje nie przynoszą długofalowych skutków. Wielokrotne zgłoszenia do Zakładu Budynków Komunalnych również kończą się na niczym.

Udostępnij:
REKLAMA