Ciężko przeszedł koronawirusa: Mówiłem córce, żeby pomagała mamusi, gdy umrę
– Córce mówiłem już, żeby pomagała mamusi, gdy tata umrze – mówi Sportowym Faktom Wojciech Bartnik, oleśnicki radny i olimpijczyk.
Oleśniczanin opowiada o tym, jak zmagał się z koronawirusem. – Zawsze byłem solidny, jeśli chodzi o przestrzeganie środków ostrożności w czasie pandemii – podkreśla Bartnik. – Pilnowałem się, zawsze nosiłem maseczkę. Nie na brodzie, jak wielu młodych ludzi, którzy, gdy zwrócisz im uwagę, stawiają się czy nawet chcą się bić – dodaje.
– Nawet nie wiem, gdzie się mogłem zarazić. Być może od jakiegoś dziecka na sali treningowej, które chorobę przechodziło bezobjawowo. W każdym razie zawsze podchodziłem do pandemii z respektem, choć wcześniej nikt z mojej rodziny nie zachorował – mówi oleśniczanin.
Choroba pojawiła się tuż przed wigilią. – Osiem czy dziewięć dni spędziłem w izolatce, w swoim pokoju na górze mieszkania. Przez ten czas niemal nic nie jadłem, tylko piłem. Temperatura dochodziła do ponad 39 stopni, miałem bóle rąk, nóg, głowy i oczu. Do tego kaszel. Przez 15 dni korzystałem z aparatury z tlenem, bo byłoby kiepsko – mówi Bartnik, który dzisiaj ostrzega innych i mówi: Mnie się udało wrócić do zdrowia i uważam, że dostałem drugie życie. Córce mówiłem już, żeby pomagała mamusi, gdy tata umrze. Dziękuję znajomym za modlitwę, która została wysłuchana.
/źródło: sportowefakty/